*Perspektywa Louis’a*
Dwa tygodnie później.
- Nareszcie w domu,
ale ten łosoś był smaczny hah. – Usłyszałem głos Isabelle idącej z przodu z
resztą dziewczyn.
- Christian proszę
otwórz drzwi i przygotuj przystawki, mamy gości. – Powiedziała Demetria przed
bramą wjazdową.
Wchodziliśmy na
główny dziedziniec, który prowadził w stronę wejścia. Brama zamykała się za
nami, a my musieliśmy biec, żeby nie zostać przynętą wściekłych fanek,
stojących za nią. W końcu byliśmy w środku, udaliśmy się do pokoju
wypoczynkowego i rozwaliliśmy się na dwóch miękkich kanapach. Po chwili jeden z kucharzy, przyniósł nam
całą tacę, różnorakich przystawek, którymi jako goście księżniczek mogliśmy się
rozkoszować. Ponieważ mięliśmy już opracowany plan, zostało nam czekać do
wieczora, a właściwie nocy, a przed na mi było jeszcze całe popołudnie. Po
chwili do pokoju przyszli rodzice dziewczyn i przywitali się z nami, po czym
poprosili Demetrie i Harry’ ego żeby poszli z nimi do gabinetu. Zostaliśmy w 6 i postanowiliśmy stoczyć walkę
w grze tanecznej. Jak zwykle Ariana wygrała, jest świetną tancerką. Isabelle
stwierdziła, że pójdzie wziąć prysznic i się przebrać i została nas piątka.
Niall zaczął przytulać się z Arianą na sofie, ale chyba nie chcieli nas peszyć
i wyszli do pomieszczenia obok. Teraz zostaliśmy tylko we trójkę i poruszyliśmy
temat o dziewczynach.
- Co sądzicie o Belli
– zapytał Liam
- Jest ładna, ale
trochę zbyt posłuszna, Dem jest śliczna i bardziej zbuntowana. Podoba mi się –
Powiedziałem.
- Jak dla mnie obie
są śliczne, ale tylko wy jesteście na razie wolni a one są tylko dwie. Musicie
się jakoś podzielić. – odparł Zayn uśmiechając się do nas.
- Koleś, one nie są
rzeczami, do tego trzeba jeszcze miłości. Dem chyba za bardzo mnie nie lubi.
Ale Bella i Liam chyba ze sobą kręcą. – dodałem patrząc się na Liam’a
On tylko się
uśmiechną, tak jakby się zawstydził, ale ja wiedziałem, że coś jest na rzeczy.
- Dobra chłopaki,
jadę się spakować, będę wieczorem. Pozdrówcie dziewczyny. - Powiedział Zayn i
wyszedł z pokoju.
W taki właśnie sposób
zostało nas dwóch. Po chwili, stwierdziłem, że pójdę opróżnić pęcherz, więc
opuściłem pomieszczenie. A Liam zajął się jakąś grą. Zacząłem iść długim
korytarzem, później skręciłem w prawo i zdałem sobie sprawę, że się zgubiłem.
Jednakże musiałem znaleźć jakąś łazienkę więc zacząłem iść dalej. Na drugim
końcu korytarza zobaczyłem rozmawiających Demetrie i Harry’ ego, więc
podszedłem do nich i zapytałem się Dem czy mi pomoże. W tamtym momencie,
dotarło do mnie, że mogę zostać z nią wtedy sam na sam. Harry powiedział, że
wróci do Liam’a by nie siedział tam samotny i takim sposobem zostaliśmy sami.
- Mam taki mały
problem… - zacząłem.
- Jaki? – spytała.
- Zgubiłem się w
drodze do łazienki.
Wtedy w buchnęła
śmiechem i dotknęła mojego ramienia, po czym dodała:
- Chodź za mną i
lepiej się już nie gub.
Jaki temat mam
poruszyć? A może lepiej siedzieć cicho? – Te pytania przechodziły mi przez
głowę, w końcu się odezwałem:
- O czym
rozmawialiście z twoimi rodzicami? - Zapytałem z niepewnością.
- O ślubie. – odparła.
- Ah, a powiesz mi
chociaż.. podoba Ci się Harry?
- Oh, nie! Może i
jest przystojny, ale sądzę, że nie pasujemy do siebie. A ty czemu się tak o
mnie troszczysz?
- A wiesz, no.. ten..
– nie mogłem dobrać słow.
- No, no co?
- No, ten.. dobre te
przystawki co nie? – powiedziałem, chcąc wymigać się od właściwej odpowiedzi.
- Oj, ale z Ciebie
głupek. – powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Po czym dodała:
- Tutaj jest twoja
upragniona łazienka, tylko się nie utop. – uśmiechając się do mnie.
Wszedłem do łazienki,
no i chyba wiadomo co w niej robiłem. Myślałem, że jak z niej wejdę, już jej
nie będzie. A jednak, czekała na mnie. Ucieszyłem się, już nie czułem od niej
tego chłodu bijącego w moim kierunku. Teraz zdawała się być taka miła i
kochana.
- Jak było panie
zagubiony? – spytała, wciąż się uśmiechając.
- Dobrze, a jak się
czekało księżniczko?
- Przestań, od
dzisiaj nie jestem księżniczką, jestem zwykłą dziewczyną i masz mnie traktować
w taki sposób, jasne?
- Jak dla mnie nie
jesteś zwykła.
- Ale.. – wtrąciła.
- Nic nie mów, jesteś
inna niż te wszystkie dziewczyny. Sława Cię nie zmienia, to jest cudowne. Nie
musisz, żyć jak każda dziewczyna żeby być zwyczajna. Ty jesteś wyjątkowa i
nigdy nie będziesz mniej zwyczajna niż inne.
Wygląda ślicznie i nie
wiedziała co odpowiedzieć. Chyba trochę się wtedy zmieszała, ale w końcu coś
przeszło jej przez krtań.
- Czemu ty mi to
robisz? – zapytała z wyrzutem
- Ale co, co ja Ci
robię? – spytałem.
- To wszystko, zawsze
byłam niezależna i sama musiałam martwić się o sobie. A ty zamieniasz się w
mojego strażnika, byłeś pierwszą osobą oprócz rodziny, która widziała moje łzy.
To dosłownie… ah po prostu… nie rozumiem – nie potrafiła dokończyć jednej myśli
więc zaczyna drugą, której też nie kończyła.
- Spokojnie rozumiem
to, ja też zawsze musiałem radzić sobie sam. Mam duże rodzeństwo i rodzice
zajmowali się głównie młodszymi dzieciakami, bo potrzebowały więcej opieki.
Jestem z nich najstarszy i bardzo ich kocham, ale czasem uciążliwe jest
posiadanie tak wielkiej rodziny, z rodzicami, którzy nie mogą się rozdwoić, czy
roztroić.
- Lubię samotność.
- Nie chcę, żebyś
była dłużej samotna. – odparłem.
- Nie, nie, nie tak
nie może być. – powiedziała odchodząc w głąb korytarza.
- Przepraszam,
zrobiłem coś źle?
- Nie, znaczy tak.
Nie mogę tak po prostu nie mogę. – odpowiedziała, wciąż iść na przód.
Wtedy podbiegłem i
złapałem ją za rękę. Przez chwilę stanęła i popatrzyła mi się w oczy z
przerażeniem. Po czym szybko się wyrwała i zaczęła dalej iść.
- Boisz się mnie? – zapytałem.
- Może.. – odparła,
nie zatrzymując się.
Na ścianach wisiały
drogie obrazy, na które się przyglądała, by uniknąć mojego spojrzenia. Obok nas
stały wielkie rzeźby. A idąc przez jeden korytarz minąłem już około 20
pomieszczeń. Prawdopodobnie służba miała wtedy przerwę, bo wokół było pusto.
Byliśmy sami.
Nagle stanęła i
powiedziała:
- Louis.. nie boję
się Ciebie. Ja boję się bliskości. Nigdy jej nie miałam, nie wiem jak to jest
być kochanym i chcianym. Zawsze byłam problemem, moi rodzice nigdy nie
traktowali mnie jak dziecko, tylko jak obowiązek. Wiem, że teraz rozmaże mi się
cały makijaż od tych łez. Ale ja po prostu nie potrafię inaczej. Nie jestem przyzwyczajona
do ciągłej opieki. Chociaż jest cudowna, to boję się jej. – Po jej policzkach
spływały łzy, a tusz to rzęs rozpływał się coraz szybciej.
Wtedy zapadła chwila
ciszy. Po czym dodała:
- Lou? – niepewnie.
- Tak księżniczko?
- Przytuliłbyś mnie?
- Oczywiście. –
podbiegłem do niej jak najszybciej i objąłem ją w pasie.
- Przy tobie czuje
się bezpiecznie – powiedziała wtulając zapłakaną twarz w moje ramię.
Po chwili otarłem jej
łzy i powiedziałem:
- Cokolwiek by się
nie działo będę Cię chronił i zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa, rozumiesz?
- Dlaczego?
- Bo na to
zasługujesz.
- Tak jak miliony
dziewczyn na tym świecie. Twoje fanki dałyby wszystko, żeby być w takiej
sytuacji jak ja, a ja nie potrafię jej docenić. To powinna być któraś z nich.
Uśmiechnąłem się i
dodałem:
- Niestety to ty
zwróciłaś moją uwagę. Wyglądałaś pięknie na tym balu, od niego cały czas o
tobie myślałem. Później, kiedy zobaczyłem Cię zapłakaną w ogrodzie, widziałem,
że jesteś silna. Po mimo bólu postanowiłaś się zbuntować, jesteś inna. Ty
jesteś tą, która podbiła moje serce i jak dzielny rycerz będę walczył o twoje
względy.
- Rycerzyku pamiętaj,
ja nie jestem księżniczką. Nie będzie Ci łatwo. – widziałem, że nie potrafiła
powstrzymać łez, jednak się uśmiechała.
- Jednakże spróbuję.
Wtedy odwróciła się i
zaczęła iść, wciąż udawała niedostępną, ale podczas tej rozmowy coś się w niej
złamało. Otaczała ją tarcza, którą trudno przebić. Udała się do łazienki, a ja
poszedłem do końca korytarza i skręciłem w lewo. Zobaczyłem schody i zszedłem
po nich na dół. Wreszcie byłem w jakimś miejscu, które rozpoznawałem. Kolejny
długi hol, był przede mną do przejścia. Zobaczyłem schody do pokoju Dem, na
przeciwko nich znajdowały się drugie schody, do sypialni Belli. Postanowiłem
zapytać się czy jest już gotowa. Wszedłem po 32 schodkach, takich samych jak do
pokoju Demetrii i zapukałem. Usłyszałem głos Isabelle:
- Proszę wejść.
- Hej, jesteś gotowa?
Wtedy odwróciła się i
olśniła mnie swoim pięknem. Miała na sobie długą czarną sukienkę, ślicznie
upięte włosy i drogą biżuterię, oraz makijaż, który dodawał jej uroku.
- Tak, już idę. –
powiedziała odkładając perfumy od Chanel na toaletkę, z wielkim lustrem.
- Wyglądasz pięknie,
po co się tak wystroiłaś?
- Dziś ostatni bal,
nie pamiętasz? Wszyscy goście będą tu za pół godziny. – odpowiedziała.
- Ale, o matko. Na
śmierć zapomniałem, nie mamy nawet garniturów! – odparłem.
- Dlatego kazałam je
dla was przygotować, są w garderobie dla gości. Idź po chłopaków i się
przebierajcie. – dodała.
- Czekaj, czekaj a co
z Arianą?
- Tutaj jestem. –
odparła wychodząc z łazienki.
Była ubrana w
przepiękną, długą, elegancką suknię w odcieniu jasnego różu. Wyglądała jak
zwykle oszałamiająco i nie sposób było tego zepsuć.
- Czyli wszystkie już
jesteście przebrane, a my o wszystkim zapomnieliśmy tak?
- O nie, nie, nie.
Reszta chłopaków już się przebiera, tylko nie wiem co z Dem. – odparła Ariana.
- Dem.. ona nie jest
jeszcze ubrana, chyba zapomniała! Trzeba ją szybko znaleźć.
- Biegnijmy! Czekaj,
czekaj, znaleźć? Jak to!? – wrzasnęła Bella.
- Ostatnio kiedy ją
widziałem była w łazience, teraz nie wiem gdzie może być.
Szybko wybiegliśmy z
pokoju i zaczęliśmy jej szukać. Dziewczyny w szpilkach i bieganie po schodach
raczej nie idą w parzę, więc pobiegłem do chłopaków. Ja sam zostałem się
przebrać a ich wysłałem na poszukiwania. Szybko zdjąłem ubranie i powiesiłem je
na wieszakach. Po chwili usłyszałem zatrzaśnięcie drzwi. Demetria weszła do
garderoby. Kiedy mnie zobaczyła zdążyła powiedzieć tylko:
- O Mój Boże – zamykając
oczy i zakrywając je rękami.
- Co ty tu robisz? –
spytałem.
- Sama nie wiem,
gonią mnie!
- Bo zapomniałaś o
balu!
- Ooo, faktycznie.
Muszę iść się ubrać!
- Wiem! – zaczęliśmy
się przekrzykiwać.
Odkłoniła oczy i
wrzasnęła:
- Ubierz się do
cholery! Idę ich poszukać, muszą mi pomóc się przygotować!
- A co jeśli się nie
ubiorę?!
- Będę się w Ciebie
wpatrywać całą noc!
- Mi pasuje! –
odparłem śmiejąc się.
- Dobra wychodzę!
- A idź! Czy ktoś Cię
trzyma?
Wtedy wyszła i
trzasnęła drzwiami, po czym zacząłem się ubierać w garnitur. Włożyłem go,
zawiązałem muszkę i włożyłem lakierki. Poprawiłem włosy i wyszedłem. Zobaczyłem
chłopaków biegających z jednego do drugiego pokoju, na zmianę.
- Co się dzieję?! –
krzyknąłem.
- Pomagamy Dem się
przygotować.
I tak biegali, i
przynosili jej rzeczy z różnych pokoi. Nie pozwolili mi wchodzić na górę, do
jej sypialni. Usadzili mnie na fotelu w korytarzu i kazali siedzieć. Słyszałem
samochody parkujące na pałacowym parkingu i tłum, który znajdował się zaraz pod
podłogą. Ludzie się schodzili, a Demetria wciąż nie była gotowa. Wreszcie
zszedł do mnie Zayn i powiedział:
- Zejdź do gości i
pogadaj z nimi. Nie zadawaj żadnych pytań, tylko wykonuj polecenia. – po czym
wrócił na górę.
Więc zszedłem
bocznymi schodami na dół do holu i udałem się w stronę drzwi sali balowej, z
których słychać było głośne rozmowy. Wszedłem, przede mną pojawiły się wielkie
schody i tarasy widokowe, po bokach od wejścia. Z daleka ujrzałem królową
siedzącą na tronie i rodziców dziewczyn, witających się z
gośćmi. Zdałem sobie sprawę, że służby nie były wtedy na piętrze z powodu balu, który przygotowywali. Kiedy byłem już na dole, państwo Collins podeszli do mnie i przywitali się, tak jakby nie widzieli mnie parę godzin wcześniej. Zacząłem rozmawiać z różnymi ludźmi, jedna kobieta podawała się za moją wujeczną ciotkę, ale nie sądzę, że to była prawda, bo wyglądała na wariatkę. W końcu minęło 10 minut i usłyszałem głos Christian’a:
- Szanowni Panowie:
Harry Styles, Liam Payne, Zayn Malik, oraz Niall Horan.
Po czym dodał:
- Księżniczki
Demetria i Isabelle Collins z przyjaciółką Arianą Grande.
Nagle usłyszałem falę
oklasków, a po chwili zobaczyłem Demetrię ubraną w piękną suknię. Wyglądała
cudownie. Fryzura, makijaż i biżuteria były perfekcyjnie dobrane. Nie dało się
tego opisać, wyglądała jak diament, pośród złoża węgla. Podszedłem do schodów,
przedzierając się przez tych wszystkich ludzi. Wyciągnąłem do niej rękę i
zapytałem:
- Zechce mi pani dziś
towarzyszyć?
- Z przyjemnością. –
uśmiechnęła się podając mi rękę.
Odprowadziłem ją
trochę od schodów i dodałem:
- Wyglądasz
fantastycznie. Idealna w każdym calu.
- Przestań Louis,
ideały nie istnieją. A nawet jeśli, to nie możesz mnie do nich porównywać.
- Ależ mogę –
złapałem ją w pasie.
- Znowu to robisz! –
odparła.
- Ale tym razem mi
się nie oprzesz. – uśmiechnąłem się.
- Lou! Tu są moi
rodzice, oni myślą, że jestem z Harrym!
- A no tak. –
puściłem ją i posmutniałem.
- Oj, nie smuć się,
ej no proszę. – przejechała ręką po mim ramieniu.
Nagle podszedł do nas jej ojciec, ciarki
przeszły mi po ciele. Powiedział:
- Skarbie może
zatańczyła byś z Harrym?
- Oczywiście tato –
odpowiedziała Dem i ruszyła w jego stronę.
Ja poszedłem do Zayn’a,
bo oczywiście nasi dwaj kochasie byli zajęci. Perrie nie mogła przyjść na bal,
więc mój przyjaciel zwyczajnie się nudził. „Zgromadzenie” trwało około 3 godzin
i goście zaczęli się rozchodzić, stwierdziłem, że to najlepsza pora, bo
niedługo mięliśmy się ulotnić. Zebraliśmy się wszyscy razem i zaczęliśmy
wychodzić z Sali. Teraz zostało nam tylko zabrać spakowane walizki, napisać
list i zadzwonić po podwózkę. Dziewczyny wzięły się za list:
„ Kochani rodzice,
kiedy czytacie ten list my pewnie jesteśmy już po za Londynem. Nie martwcie się
jesteśmy już duże i poradzimy sobie. Nigdy nie chcieliście nas słuchać, teraz
musicie. Wyjeżdżamy i już nie możecie nas zatrzymać. Zawsze liczyły się dla was
pieniądze, dla nas niestety nie. Może nigdy nie będziemy takie jakimi nas zaplanowaliście,
ale my po prostu chcemy żyć po swojemu. Ruszyłyśmy spełniać marzenia i jeżeli
nam to zepsujecie, obiecujemy, że zniszczymy wam życie, tak jak wy robiliście
to przez te wszystkie lata nam. Nie próbujcie nas szukać, dzwonić. Żyjcie tak
jakby nigdy nas nie było, a my może kiedyś wrócimy. Zaczynamy pisać własną
historię i niestety nie jesteście w niej bohaterami, więc żegnamy. Kochamy was,
ale bycie posłusznym kiedyś musiało znaleźć swój koniec. Do zobaczenia w
przyszłości. Buziaki Demetria i Isabelle”
Przekazały go jedynej
lojalnej osobie w pałacu Christian’owi i powiedziały, żeby położył go przy
łóżku rodziców kiedy będą jeszcze spali. Zadzwoniłem do naszego menagera i
przysłał po nas samochód. Wzięliśmy walizki i po cichu wyszliśmy tylnym
wyjściem. Wsiedliśmy do naszego busa i ruszyliśmy do Manchester’u. Nadszedł
czas spełniać marzenia!





Super
OdpowiedzUsuńMasz wielki talent. Czekam na następne rozdziały. :)
OdpowiedzUsuńO boże Genialny czekam na next poprostu wasza lub twoja wena są jest niesamowita naprawde podziwiam was a wystrój też nie macie zły wręcz przepiękny genialnie naprawdę zrobiony
OdpowiedzUsuńKiedy 5? :)
OdpowiedzUsuńzazdro talentu
OdpowiedzUsuńCHCEMY WIĘCEJ! CHCEMY WIĘCEJ! JESTEŚMY ŻĄDNI KRWI I POTU XD YEGD2HWF34NJVKD <<<<<< EMEME TO JEST SPRAWA MOJEGO PSA XD
OdpowiedzUsuńomg super �� jest kilka literówek ale ogólnie rozdział jest zajebisty. macie talent, czekam na next ahdjwb ily
OdpowiedzUsuń@hicuteHarry