*Perspektywa
Isabelle*
Ta rozmowa trwała
jeszcze długo, ale Dem wciąż wyglądała na zdenerwowaną po mimo tak świetnego
pomysłu chłopaków. Po jakimś czasie postanowiliśmy wszyscy zejść na dół i
pogadać z resztą zespołu. Jak zwykle musieliśmy przejść przez 32 schodki i
znaleźliśmy się w korytarzu prowadzącym do wielu odnóg. Wyszliśmy na zewnątrz i
poszliśmy dziedzińcem głównym do salonu. Niestety ponieważ nikogo tam nie
zastaliśmy, musieliśmy szukać dalej. Pytaliśmy służbę i wszystkich pracowników,
a i tak szukanie trwało około pół godziny. Okazało się, że są w sali kinowej i
oglądają jakiś film. Dziwiło mnie tylko, że nie zgubili się w tak wielkim domu
idąc przez korytarze piwnicy i przechodząc obok winnicy i chłodziarki. Kiedy
zaczęliśmy z nimi rozmawiać na ten temat uznali, że to świetny pomysł, ale
niestety najgorszą przeszkodą do realizacji naszego planu stali się rodzice.
Demetria i Louis poszli to z nimi dokładnie omówić, natomiast my zostaliśmy w
Sali kinowej, gdzie kończyliśmy oglądać film. Usiadłam obok Liam’a, a on słodko
się do mnie uśmiechnął.
- Co tam u Ciebie
księżniczko? – zapytał.
- A więc jestem
szczęśliwa i trochę zdenerwowana, ale spokojnie wierzę, że wszystko się ułoży –
dosłownie fala emocji przechodziła przez moje myśli, chciałam powiedzieć mu
wszystko co czuje, ale to byłoby niestosowne.
- Masz śliczne oczy –
powiedział uśmiechając się, po czym dodał:
- Ty w ogóle jesteś
śliczna.
Jestem pewna, że się
wtedy zarumieniłam. Czułam się jak w niebie, a on był taki przystojny, i
jeszcze wpatrywał we mnie te swoje cudne brązowe oczy. Patrzyliśmy się na
siebie przez długi czas, po chwili trochę się przyciemniło. Odgarnął swoją ręką
moje włosy i ułożył je za plecami. Delikatnie przejechał ręką po mojej szyi i
zbliżył się do mnie. Po chwili usłyszałam:
- Naprawdę jesteś
piękna.
Po czym przybliżył
swoją twarz do mojej. Przez chwile tego chciałam, ale później zdałam sobie
sprawę, że to nie w porządku po w sumie wcale go nie znałam. Odsunęłam się i
powiedziałam, że to dzieje się za szybko i żebyśmy trochę zwolnili. Liam był
trochę zawiedziony, ale zrozumiał to i uszanował moją decyzję, w sumie to
dobrze bo nie chciałam, żeby był na mnie zły. Po godzinie, Dem i Lou wyszli z
gabinetu taty ze smutnymi minami.
- Nic z tego –
usłyszałam.
Podbiegłam do siostry
i od razu spytałam co się stało, niestety rodzice nie chcieli się zgodzić, ze
względu na zbyt duże niebezpieczeństwo.
- My chyba nigdy nie
poznamy świata – wzdychając powiedziałam.
Nagle usłyszałam głos
z końca pomieszczenia, należał do Zayn’a
- Jesteście takimi
grzecznymi dziewczynkami, w taki sposób nigdy nie wyjdziecie z tych murów bez
obstawy. Ja na waszym miejscu bym się zbuntował, nie mógłbym żyć z poczuciem
wiecznego ograniczenia.. to musi być okropne uczucie. – odparł.
- Wiesz masz racje!
Czasem trzeba się zbuntować i zawalczyć dla swoich marzeń. – powiedziała Dem.
Oczywiście ją
poparłam bo byłam tego samego zdania, problem w tym, że jeszcze nigdy nie
sprzeciwiłam się rodzicom, ja zawsze byłam tą grzeczniejszą, a Demetria była
skora do kłótni z nimi. Niby nasz charakter wcale się nie pokrywał, ale
miałyśmy jedno wspólne marzenie, żeby wyrwać się stąd i pożyć jak zwykłe
nastolatki, bez żadnej dworskiej etykiety i wyimaginowanych przepisów
zachowania. Zawsze chciałyśmy być wolne. Trzeba spróbować się zbuntować. Mojej
siostrze pewnie wyjdzie to lepiej ode mnie, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi.
- To kiedy zawalczymy
o marzenia ? – spytałam.
- Najpierw
przemyślimy plan, a dopiero potem zaczniemy działać. – odparła Demetria. – Ale
to potem. Teraz muszę przeprowadzić ważną rozmowę, wyjdzie stąd wszyscy.
Kiedy już udaliśmy
się w stronę drzwi dodała:
- Harry ty zostajesz.
*Perspektywa
Harry’ego”
Wszyscy opuścili
pomieszczenie zostaliśmy tylko ja i Demetra. Wtedy podeszła do mnie i
usłyszałem wydobywający się z jej ust wrzask.
- Co to ma do cholery
znaczyć, ja się pytam!?
- Spokojnie, może
usiądziesz?
- Nie mam zamiaru
siadać! Gadaj albo to nie skończy się dla Ciebie za dobrze.
Wtedy podszedłem do
niej, złapałem za ręce i posadziłem na jedno z siedzeń.
- Ja też nie chce
tego ślubu! – krzyknąłem jej w twarz, po czym puściłem jej ręce.
- Ale, ale jak to?
Nie rozumiem.. – zrobiła się blada, teraz nie wyglądała już na złą tylko
zawstydzoną.
- Moi rodzice
zaplanowali to razem z twoimi, nie miałem o niczym pojęcia, tak jak ty. A
później kazali mi iść na ten bal, żeby Cię poznać. – odparłem.
- Przepraszam..
- Nie przepraszaj –
powiedziałem, przerywając jej. – Rozumiem w jakiej znalazłaś się sytuacji twoje
zachowanie jest dla mnie oczywiste.
- Musimy ich
przekonać, że oboje nie chcemy tego ślubu, nie mogą nas do niego zmusić. –
powiedziała.
- Tylko jak? Oni nie
liczą się z naszym zdaniem, to podłe. – dodałem z zakłopotaniem.
- Nie można się dalej
zastanawiać, musimy z wami pojechać, żeby stąd uciec.
Ona miała racje,
jeżeli pojechałby by z nami, rodzice nie mięliby na nas wpływu. Jesteśmy już dorośli
i sami powinniśmy kierować swoimi losami. Nie możemy pozwolić na to, żeby
rodzice byli naszym przeznaczeniem, musimy układać własne historie i prowadzić
nasze życie, tak jak chcemy.
Teraz trzeba by było
wymyśleć jakiś plan, więc znów zwołaliśmy zgromadzenie i udaliśmy się do
ogrodu. Rozmawialiśmy około dwóch godzin i wreszcie plan został obmyślony.
Postanowiliśmy z Demetrią, że zgodnie z wolą rodziców „zgodzimy się na ślub” a
kiedy po tygodniu spędzonym u mnie, wrócimy do pałacu. Nocą spakujemy się, zostawimy list rodzicom i wyjedziemy po za
miasto, do miejsca w którym mamy pierwszy koncert naszej trasy, czyli do Manchester’u.
Jak na razie zostało nam czekać i przygotować się do kolejnego balu na, który
wszyscy jesteśmy zaproszeni.


Czekam na następny c:
OdpowiedzUsuńRozdział 4 już w środę, a uwierzcie warto czekać, bo będzie najdłuższy z nich wszystkich :D
UsuńWspaniałe *o* nie moge sie doczekać nastepnego rozdziału :D
OdpowiedzUsuńFajny :) Czekam na next zapraszam do mnie c: http://onedirection-blog-opowiadanie.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń