Ruszyliśmy. Było już nieźle po północy, zaczęło padać.
Dziewczyny cieszyły się jak szalone. Siedzieliśmy w busie wystawione jak na
ślub, nadszedł czas by się przebrać. Jechaliśmy i jechaliśmy, godziny płynęły,
jedna za drugą. Po mimo pory roku, zrobiło się bardzo chłodno, zatrzymaliśmy
się przy całodobowej kawiarence. Wyszłam na dwór z samochodu, padało
niemiłosiernie, weszłam do kawiarni i kupiłam po gorącej kawie dla każdego.
Wychodząc zauważyłam dziewczynę, która stała w kapturze pod murem po drugiej
stronie ulicy i mokła na tym deszczu. Podałam Dem kawy i pobiegłam do niej.
Usłyszałam:
- Ari to ty?
Zobaczyłam wtedy moją przyjaciółkę z liceum Liz Gillies.
Przytuliłam ją i powiedziałam:
- Tak to ja! Co ty tutaj robisz?
- Ojciec znowu się napił i kazał mi wypierdalać z domu i
więcej tam nie wracać. – odrzekła.
- Jeju, on jest okropny. Co ty teraz zrobisz? – spytałam.
- Jeszcze nie wiem, na razie tu stoję.
- To twoje? –
wskazałam na walizkę stojącą koło niej.
- Tak to moja walizka.
Wzięłam ją i szybko pobiegłam do busa, powiedziałam do nich:
- Moja przyjaciółka potrzebuje pomocy, musimy ją przygarnąć!
Wróciłam do niej, nie wiedziała co się dzieje. Wzięłam ją za
rękę i zaprowadziłam do auta.
- Kochani to Liz. – odparłam.
Dziewczyny jak najszybciej zaproponowały jej przebranie się
w ich ubrania, ponieważ ona była cała przemoczona. Harry siedział zapatrzony w
nią, a ona tylko się do wszystkich uśmiechała, bo nie wiedziała co ma robić.
Poszłam po jeszcze jedną kawę i zaczęliśmy jechać dalej. Przez ten deszcz mojej
przyjaciółce rozpłynął się cały makijaż ( którego przyznam zazwyczaj było wręcz
za dużo ). Siedziałam obok Niall ’a, a on ciągle mnie przytulał i uśmiechał się
do mnie. Harry nie mógł oderwać wzroku od Liz, a Dem wreszcie zaczęła bliżej
poznawać się z Louis ’em. Bella i Liam tylko wymieniali się spojrzeniami i
uśmiechami, pomiędzy zdaniami. Zayn rozmawiał z menagerem, a ja wszystko
bacznie obserwowałam. Liz była troszkę wystraszona i nie za bardzo wiedziała o
czym rozmawiać. W końcu dziewczyny objaśniły jej nasz sprytny plan i trochę się
rozluźniła. Usiadła koło Harry’ego i zaczęła z nim o czymś rozmawiać. Isabelle
i Liam siedzieli blisko siebie, w końcu zobaczyłam jak on przejeżdża palcami po jej dłoni, wiedziałam, że coś ich
do siebie ciągnie. Do Zayn ’a zadzwoniła dziewczyna i zaczął z nią rozmawiać.
Lou nie mógł oderwać oczu od swojej towarzyszki, było widać, że dopiero po za
pałacem zaczęli czuć się ze sobą swobodnie. Byliśmy znużeni, po jakimś czasie
wszyscy usnęliśmy na swoich miejscach. Obudziłam się pierwsza, na moim ramieniu
leżał śpiący Niall, zobaczyłam Isabelle i Liam’a wtulonych w siebie, tak samo
jak Dem i Lou oraz Harry’ego i Liz. To wyglądało naprawdę słodko, tylko biedny
Zayn, leżał sam. Wstałam, położyłam głowę mojego partnera na moim siedzeniu i
przywitałam się z kierowcą. Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrać się.
Musiałam wyglądać jak człowiek bo za dwie godziny mięliśmy być już w
Manchster’rze. Kiedy wyszłam z toalety zobaczyłam uśmiechającego się Louisa i
śpiącą Demetrię, która wtulała się w niego. Przywitał się ze mną z siedzenia bo
nie chciał jej budzić. Na moją prośbę kierowca się zatrzymał, a ja poszłam
kupić nam coś do jedzenia, a prawdę mówiąc byłam bardzo głodna. Wstąpiłam do
sklepu spożywczego, znajdującego się na rogu ulicy. Kupiłam świeże bułeczki,
oraz ciasto marchewkowe, które zobaczyłam na półce z ciastami przy ladzie.
Dobrałam jeszcze herbatniki i parę
bananów. Wróciłam do samochodu i zobaczyłam Dem przytuloną do Louis ’a,
wpatrującą się w jego oczy. Odłożyłam zakupy na blat i powiedziałam:
- To ja może nie będę przeszkadzać.
Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś ich widzi, szybko
puściła go i odsunęła się.
- Spokojnie, to będzie nasza mała tajemnica – dodałam.
Zaczęłam budzić całą resztę bo przyszedł czas na śniadanie. Liz
i Bella były bardzo zawstydzone kiedy obudziły się w ramionach chłopaków. Kiedy
wszyscy byli już w miarę ogarnięci, wzięliśmy się za jedzenie. Niestety nie
wyglądało na to, żeby chłopcy chcieli się z nami podzielić. Nagle Liz zerwała
się z siedzenia, podeszła do nich i zabrała im całe jedzenie mówiąc:
- Naprawdę oddajecie nam całe jedzenie? Jak to miło z waszej
strony!
I przyniosła je nam, a my zaczęłyśmy się śmiać z ich min.
Zjadłyśmy trochę, a resztę oddałyśmy im, żeby nie byli głodni. Wjeżdżaliśmy już
do Manchester’u, deszcz już nie padał, zrobiło się ciepło i słonecznie. Po
jakimś czasie zobaczyliśmy sznur dziewczyn biegnących za naszym busem.
Dojechaliśmy do hotelu, przy samochodzie stała ochrona, a wejście było
zastawione barierkami z obu stron, tak żebyśmy mogli przejść. Dziewczyny
zaczęły piszczeć na widok chłopaków, jedna chciały mi wydrapać oczy kiedy
zobaczyła, że Niall trzyma mnie za rękę. Na szczęście się jej to nie udało.
Kiedy Dem i Bella wysiadły, usłyszeliśmy oklaski. Było tak dużo ludzi, że nic
nie widziałam, wszyscy wyciągali ręce by nas dotknąć, a my tylko szybko
przemieszczaliśmy się w stronę drzwi.
- Niall to jadł.
Rzuciły się na nią jak szalone, prawie się o nią
pozabijały. W końcu przeszliśmy się po
apartamencie i Dem powiedziała:
- Mamy taki mały problem.. tu jest tylko 5 łóżek. Chyba
wszyscy wiemy co to oznacza. Panowie śpią razem, a panie ze sobą.
- Nie będę z tobą spała! – wtrąciła Isabelle.
- Dobra mam inny pomysł! Dziewczyny wybierają z, którym
panem chcą spać. – odparłam śmiejąc się.
O dziwo zgodziły się. Wybrałam Niall’a, Demetria Louis’a,
Isabelle oczywiście Liam’a, a Liz musiała wybrać Harry’ego bo Zayn jest był w
związku.
- Za pięć godzin koncert. Idziemy na zakupy! – powiedziała
Bella.
Chłopcy pojechali do studia, żeby zrobić próbę, a my
wzięłyśmy ze sobą jednego z ochroniarzy i ruszyłyśmy na miasto. Obeszłyśmy
chyba z 20 sklepów, ale raczej się opłacało bo kupiłam świetną sukienkę i nowe
buty. Isabelle postawiła na klasyczną elegancje i kupiła skórę, która jak
stwierdziła, będzie pasowała do jej różowej sukienki. Dem trudno było się
zdecydować, ale w końcu kupiła przewiewny top, czarne rurki i zestaw biżuterii.
Liz wpasowała się w swoje klimaty i kupiła czarną sukienkę, czarne buty, czarną
biżuterię i czarną kurtkę. Co do koloru wszystko pasowało do siebie
fantastycznie! Kiedy wychodziłyśmy z ostatniego sklepu podbiegł do nas jakiś
zakapturzony koleś. Wyrwał mi torebkę i zaczął uciekać, ochroniarza nie było. W
ciągu kilku sekund Liz rzuciła zakupy na ziemię i zaczęła za nim biec. Złapała
go i przystawiła do ściany. Zabrała mu moja torebkę i kopnęła:
- To za torebkę! To za twoją twarz! A to, to za moje nerwy!
– krzyczała kopiąc go. Po czym dodała:
- Nawet się nie podnoś, bo oberwiesz mocniej.
Wróciła do nas i ją przytuliłam. Ona zawsze była twarda.
Czasem mnie to przerażało, ale to dobra cecha, przynajmniej dla niej.
Ochroniarz wrócił a ona zaczęła na niego wrzeszczeć. Następnie wsiadła do
samochodu i powiedziała, że wracamy. Jechałyśmy, było słonecznie, a ja miałam
bardzo dobry humor. W końcu dotarłyśmy
do hotelu i poszłyśmy się przygotować do koncertu. Przyznam, że każdej z nas
pasowała dobrana kreacja, wyglądałyśmy podobnie, a jednak odmiennie. Usłyszałam
dźwięk telefonu, dzwonił do mnie Niall.
- Przyjeżdżajcie zajmować miejsca, bo przed koncertem was
rozszarpią, wiedzą, że z nami jesteście i czekają na was tutaj. – powiedział.
- Ale jak to?
- Nie pytaj, będziecie siedziały w oddzielonej strefie dla
vipów. Muszę spadać bo ćwiczymy układ, do zobaczenia. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Rozłączył się, a my wzięłyśmy torebki i zeszłyśmy na dół do
naszego samochodu. Przed wejściem stało dwóch ochroniarzy.
- Czekaliśmy na was, wsiadajcie. – odparli, prowadząc nas do
auta.
Jeden z nich zaczął prowadzić, jechaliśmy do centrum . Liz
zdenerwowała się, że jedzie za wolno i przejęła kierownice.
Bella spytała czemu
jest ich aż dwóch, a oni na to, że na miejscu czeka na nas jeszcze 4. Byłyśmy
trochę przerażone tą sytuacją, czułyśmy się tak jakby coś miało nam się stać.
Po drodze mijałyśmy bilbordy z napisami „One Direction Tonight” Wreszcie
dojechaliśmy przed Etihad Stadium przed wejściem stało setki ludzi. Podbiegło
do nas dwóch ochroniarzy, którzy o tworzyli drzwi. Prowadzili nas do wejścia, a
ludzie biegli za nami i robili zdjęcia. Przeszliśmy przez bramkę, czekało tam
dwóch kolejnych ochroniarzy. Ujrzałyśmy tysiące ludzi i neonowe światła ze
sceny. Po chwili usłyszałyśmy pisk. Niall i Louis biegli w naszą stronę. Lou
wziął ze sobą Dem i Belle, a Niall mnie i Liz. Zaczęliśmy iść w stronę sceny, a
z każdej strony byli ochroniarze. Dziewczyny piszczały, rzucały się, płakały,
wyciągały ręce. W końcu dotarliśmy pod scenę i weszliśmy za kulisy.
Zobaczyłyśmy resztę chłopaków i całą grupę różnych ludzi pracujących nad
wszystkim. Czułam się tak na swoim koncercie, tylko z o wiele większą widownią.
W końcu podszedł do nas Harry i zaprowadził nas na widownie. Poprosił o
mikrofon i powiedział:
- Usiądą tu nasze przyjaciółki dobrze?
Wtedy usłyszałyśmy krzyki „Kocham Cię Harry” piski, jak zawsze. I usiadłyśmy.
Jakieś dziewczyny próbowały się do nas przedostać ale im się nie udało.
Stwierdziłyśmy z Liz, że pójdziemy do toalety. Poszło z nami dwóch ochroniarzy.
Kiedy już tam byłyśmy podszedł do nas jakiś chłopak i powiedział do mojej
przyjaciółki:
- Cześć mała chcesz się zabawić?
Ona powiedziała, że chętnie i poszła z nim do kabiny. Nagle
usłyszałam jego krzyk i dźwięk spłuczki. Otworzyła drzwi i wywaliła go na
posadzkę, po tym jak spłukała mu głowę w kiblu. Zaczął się do niej rzucać więc
strzeliła mu z ręki w twarz i wyrzuciła go z toalety. Poprawiłyśmy makijaż i wyszłyśmy.
Zajęłyśmy miejsca, zaczęło się odliczanie do rozpoczęcia koncertu. Po chwili zgasły światła na scenie i zobaczyłyśmy dym. Wyłonili się z niego chłopcy i usłyszałyśmy pisk, do którego same się dołączyłyśmy. Tak właśnie koncert się zaczął, śpiew , taniec i oni biegający po scenie. W końcu Louis zatrzymał się i powiedział:
Zajęłyśmy miejsca, zaczęło się odliczanie do rozpoczęcia koncertu. Po chwili zgasły światła na scenie i zobaczyłyśmy dym. Wyłonili się z niego chłopcy i usłyszałyśmy pisk, do którego same się dołączyłyśmy. Tak właśnie koncert się zaczął, śpiew , taniec i oni biegający po scenie. W końcu Louis zatrzymał się i powiedział:
- A teraz zapraszamy na scenę naszą przyjaciółkę Arianę
Grande, która wykona z nami piosenkę.
Dosłownie byłam w szoku. Usłyszałam krzyk i podniosłam się
ze swojego miejsca. Podszedł do mnie ochroniarz i zaprowadził mnie na scenę.
Dostałam mikrofon i powiedziałam im, że nie wiem co mam robić. Wtedy oni
powiedzieli żebym się nie martwiła. Usłyszałam dźwięk mojej piosenki i poczułam
spokój. Przynajmniej znałam słowa. I zaczęłam śpiewać a oni razem ze mną:
„This is
the part when I say I don’t want ya,
I’m stronger than I’ve been before.
This is the part when I break free,
Cuz I can’t resist it no more.”
- "Break free" Ariana Grande
Po moim występie, podziękowali mi. Zeszłam ze sceny i
wróciłam na swoje miejsce, obok przyjaciółek. Wiem, że nie jedna z dziewczyn
pragnęłaby być na moim miejscu, a jednak to przydarzyło się mi. Po pewnym
czasie koncert się skończył, ale wierni fani nie opuszczali swoich miejsc. W
końcu zabrali nas i opuściliśmy stadion, było już późno. Wsiedliśmy do auta i
szofer zaczął jechać w stronę hotelu. Chłopcy byli wykończeni i od razu kiedy
dojechaliśmy poszli wziąć prysznic. Oczywiście osobno. Kiedy byłyśmy już w
piżamach, oni postanowili że też się przebiorą. Poszli do jednego pokoju, a
kiedy wyszli wszyscy byli bez koszulek, w bokserkach. Powiem nawet, że to był
ciekawy widok. Stwierdziliśmy że czas na sen. Położyłam się z Niall’em do łóżka
i zaczął mnie przytulać. Wstałam i poszłam powiedzieć wszystkim „dobranoc”
kiedy weszłam do pokoju Harry’ego i Liz, ona zepchnęła go na podłogę i
powiedziała:
- Dobranoc. – ironicznie się uśmiechając.
Po czym ja dodałam:
- Dobranoc gołąbeczki, nie pozabijajcie się w nocy.
Liz spojrzała na mnie wzrokiem mordercy, więc postanowiłam
się oddalić i pójść dalej. Trafiłam do pokoju Lou i Dem, moja przyjaciółka
spała wtulona w niego więc, powiedziałam „dobranoc” po cichu i wyszłam. Gdy
wchodziłam do pokoju Liam’a i Belli zobaczyłam sypiące się pióra. Bili się
poduszkami, więc wtrąciłam:
- Ciszej! Wszyscy już śpią, dobranoc dzieciaki – kolejny
wzrok skierowany na moją osobę, który był przerażający.
To już wszyscy, wróciłam do Niall’a. Moja blondyneczka już
spała, położyłam się i również zasnęłam, było około godziny pierwszej.
Usłyszałam walnięcie drzwiami i krzyk:
- Ariana, Ariana! Wstawaj!
Otworzyłam oczy, zobaczyłam Liz.
- Zabiłam Harry’ego nie wiem co mam zrobić ze zwłokami!
- Boże co!? – razem z Niall’em zerwałam się z łóżka.
- A nie nic, tylko jest już dziesiąta, czas wstawać!
Przecież ktoś musi zrobić mi śniadanie. – powiedziała i wyszła z pokoju.
Byłam przerażona, Liz miewa okropne pomysły. Wstałam,
zobaczyłam Harry’ego i Louis’a rozmawiających z moją przyjaciółką. Poszłam
wziąć prysznic i się przebrać. Kiedy wróciłam, postawili mi składniki na stole
i kazali przyrządzić śniadanie. Czułam
się lekko zniewolona, ale w końcu, nie chciałabym jeść przypalonych tostów. Liz
poszła zbudzić resztę, a ja zabrałam się do roboty. Kiedy wszyscy byli gotowi,
podałam śniadanie. Nie było złe, więc zjedli je stosunkowo szybko. Zostało nam
dwie godziny na przygotowanie do wyjazdu. Lecieliśmy do Irlandii, do Dublina.
Musiałyśmy z Dem skoczyć do sklepu, bo oczywiście wszyscy zapomnieli o
torebkach na kosmetyki. Zaczęło się pakowanie. Moje nowe buty nie mieściły się
w walizce, ale musiałam je tam jakoś upchać, tak samo jak sukienkę. Pod hotelem
czekali już fani, oczekując na wyjście chłopców. Podjechał już nas samochód, na
zewnątrz jak zwykle banda ochroniarzy. Liz powiedziała, że nie będzie jechała
pośród takiej obstawy. Zeszła na dół, a my wyglądaliśmy przez balkon. Nagle
usłyszałam:
- Teraz słuchajcie mnie wszyscy, zaraz będą tu schodzić moi
przyjaciele. *pisk* - Zamknąć się! – Zapadła cisza.
- No więc, kiedy już zejdą, macie ich nie dotykać ani nie
pchać się do nich, bo nie mam zamiaru być chroniona przez tych typów. Jeśli
będzie inaczej, wszystkim z was powbijam kołki w wasze 4 litery i powieszę za
nie na drzewach! Jasne? Dziękuję. – uśmiechnęła się i wróciła do nas.
Ona była jedyną z nas, która potrafiła wywalczyć prawie
wszystko za pomocą tonu swojego głosu. Może dlatego ona stała się moją
przyjaciółką, po mimo zupełnie innego charakteru dopełniałyśmy się. Ona mnie
broniła, a ja wprowadzałam do jej życia trochę radości. Taka przyjaciółka jest
niepowtarzalna, zawsze potrafi zawalczyć o swoje i pomóc mi nawet w
najdziwniejsze sposoby. Wzięliśmy wszystkie rzeczy i walizki, oddaliśmy klucz
do pokoju. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy z hotelu. Dziewczyny zaczęły piszczeć,
ale tylko chwilowo bo Liz krzyknęła najgłośniej jak potrafiła i zapadł spokój.
Wsiedliśmy do auta i zaczęliśmy jechać w stronę lotniska. Mijaliśmy sklep, w
którym byłyśmy z dziewczynami, oraz stadion na którym odbywał się koncert.
Tamtejszy dzień tak szybko zleciał, prawie nic nie zdążyliśmy zrobić. Na
szczęście w niektórych miastach mamy zostać dłużej. Po paru godzinach
dojechaliśmy na lotnisko. Czekaliśmy na samolot. Przeszliśmy przez odprawę i
ruszyliśmy do Dublina!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli czytasz to skomentuj, bardzo zależy nam na twojej ocenie C: 5 komentarzy = Następny rozdział :) W komentarzach gratulujecie mi talentu, nie zapominajcie, że piszemy we dwójkę: Karol i Julia. Mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba i będziecie wyczekiwać następnych :D Jak mogliście zauważyć pojawiła się nowa postać, o której informacje możecie znaleźć w zakładce "Bohaterowie" W której już niedługo pojawi się pełna lista osób, które już uczestniczą w akcji, lub dopiero do niej dołączą. Dziękujemy za przeczytanie i pozdrawiamy xx / Julia i Karol
Jeśli czytasz to skomentuj, bardzo zależy nam na twojej ocenie C: 5 komentarzy = Następny rozdział :) W komentarzach gratulujecie mi talentu, nie zapominajcie, że piszemy we dwójkę: Karol i Julia. Mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba i będziecie wyczekiwać następnych :D Jak mogliście zauważyć pojawiła się nowa postać, o której informacje możecie znaleźć w zakładce "Bohaterowie" W której już niedługo pojawi się pełna lista osób, które już uczestniczą w akcji, lub dopiero do niej dołączą. Dziękujemy za przeczytanie i pozdrawiamy xx / Julia i Karol


















