wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział #5 Manchester – początek

*Perspektywa Ariany* 


Ruszyliśmy. Było już nieźle po północy, zaczęło padać. Dziewczyny cieszyły się jak szalone. Siedzieliśmy w busie wystawione jak na ślub, nadszedł czas by się przebrać. Jechaliśmy i jechaliśmy, godziny płynęły, jedna za drugą. Po mimo pory roku, zrobiło się bardzo chłodno, zatrzymaliśmy się przy całodobowej kawiarence. Wyszłam na dwór z samochodu, padało niemiłosiernie, weszłam do kawiarni i kupiłam po gorącej kawie dla każdego. Wychodząc zauważyłam dziewczynę, która stała w kapturze pod murem po drugiej stronie ulicy i mokła na tym deszczu. Podałam Dem kawy i pobiegłam do niej. Usłyszałam:
- Ari to ty?
Zobaczyłam wtedy moją przyjaciółkę z liceum Liz Gillies. Przytuliłam ją i powiedziałam:
- Tak to ja! Co ty tutaj robisz?
- Ojciec znowu się napił i kazał mi wypierdalać z domu i więcej tam nie wracać. – odrzekła.
- Jeju, on jest okropny. Co ty teraz zrobisz? – spytałam.
- Jeszcze nie wiem, na razie tu stoję.



- To twoje?  – wskazałam na walizkę stojącą koło niej.
- Tak to moja walizka.
Wzięłam ją i szybko pobiegłam do busa, powiedziałam do nich:
- Moja przyjaciółka potrzebuje pomocy, musimy ją przygarnąć!
Wróciłam do niej, nie wiedziała co się dzieje. Wzięłam ją za rękę i zaprowadziłam do auta.
- Kochani to Liz. – odparłam.
Dziewczyny jak najszybciej zaproponowały jej przebranie się w ich ubrania, ponieważ ona była cała przemoczona. Harry siedział zapatrzony w nią, a ona tylko się do wszystkich uśmiechała, bo nie wiedziała co ma robić. Poszłam po jeszcze jedną kawę i zaczęliśmy jechać dalej. Przez ten deszcz mojej przyjaciółce rozpłynął się cały makijaż ( którego przyznam zazwyczaj było wręcz za dużo ). Siedziałam obok Niall ’a, a on ciągle mnie przytulał i uśmiechał się do mnie. Harry nie mógł oderwać wzroku od Liz, a Dem wreszcie zaczęła bliżej poznawać się z Louis ’em. Bella i Liam tylko wymieniali się spojrzeniami i uśmiechami, pomiędzy zdaniami. Zayn rozmawiał z menagerem, a ja wszystko bacznie obserwowałam. Liz była troszkę wystraszona i nie za bardzo wiedziała o czym rozmawiać. W końcu dziewczyny objaśniły jej nasz sprytny plan i trochę się rozluźniła. Usiadła koło Harry’ego i zaczęła z nim o czymś rozmawiać. Isabelle i Liam siedzieli blisko siebie, w końcu zobaczyłam jak on przejeżdża  palcami po jej dłoni, wiedziałam, że coś ich do siebie ciągnie. Do Zayn ’a zadzwoniła dziewczyna i zaczął z nią rozmawiać. Lou nie mógł oderwać oczu od swojej towarzyszki, było widać, że dopiero po za pałacem zaczęli czuć się ze sobą swobodnie. Byliśmy znużeni, po jakimś czasie wszyscy usnęliśmy na swoich miejscach. Obudziłam się pierwsza, na moim ramieniu leżał śpiący Niall, zobaczyłam Isabelle i Liam’a wtulonych w siebie, tak samo jak Dem i Lou oraz Harry’ego i Liz. To wyglądało naprawdę słodko, tylko biedny Zayn, leżał sam. Wstałam, położyłam głowę mojego partnera na moim siedzeniu i przywitałam się z kierowcą. Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrać się. Musiałam wyglądać jak człowiek bo za dwie godziny mięliśmy być już w Manchster’rze. Kiedy wyszłam z toalety zobaczyłam uśmiechającego się Louisa i śpiącą Demetrię, która wtulała się w niego. Przywitał się ze mną z siedzenia bo nie chciał jej budzić. Na moją prośbę kierowca się zatrzymał, a ja poszłam kupić nam coś do jedzenia, a prawdę mówiąc byłam bardzo głodna. Wstąpiłam do sklepu spożywczego, znajdującego się na rogu ulicy. Kupiłam świeże bułeczki, oraz ciasto marchewkowe, które zobaczyłam na półce z ciastami przy ladzie. Dobrałam jeszcze herbatniki i  parę bananów. Wróciłam do samochodu i zobaczyłam Dem przytuloną do Louis ’a, wpatrującą się w jego oczy. Odłożyłam zakupy na blat i powiedziałam:
- To ja może nie będę przeszkadzać.
Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś ich widzi, szybko puściła go i odsunęła się.
- Spokojnie, to będzie nasza mała tajemnica – dodałam.
Zaczęłam budzić całą resztę bo przyszedł czas na śniadanie. Liz i Bella były bardzo zawstydzone kiedy obudziły się w ramionach chłopaków. Kiedy wszyscy byli już w miarę ogarnięci, wzięliśmy się za jedzenie. Niestety nie wyglądało na to, żeby chłopcy chcieli się z nami podzielić. Nagle Liz zerwała się z siedzenia, podeszła do nich i zabrała im całe jedzenie mówiąc:
- Naprawdę oddajecie nam całe jedzenie? Jak to miło z waszej strony!
I przyniosła je nam, a my zaczęłyśmy się śmiać z ich min. Zjadłyśmy trochę, a resztę oddałyśmy im, żeby nie byli głodni. Wjeżdżaliśmy już do Manchester’u, deszcz już nie padał, zrobiło się ciepło i słonecznie. Po jakimś czasie zobaczyliśmy sznur dziewczyn biegnących za naszym busem. Dojechaliśmy do hotelu, przy samochodzie stała ochrona, a wejście było zastawione barierkami z obu stron, tak żebyśmy mogli przejść. Dziewczyny zaczęły piszczeć na widok chłopaków, jedna chciały mi wydrapać oczy kiedy zobaczyła, że Niall trzyma mnie za rękę. Na szczęście się jej to nie udało. Kiedy Dem i Bella wysiadły, usłyszeliśmy oklaski. Było tak dużo ludzi, że nic nie widziałam, wszyscy wyciągali ręce by nas dotknąć, a my tylko szybko przemieszczaliśmy się w stronę drzwi.


 W końcu weszliśmy. Czekał na nas komitet powitalny, który odprowadził nas do apartamentu. Było tam tak pięknie, pod naszym balkonem stało setki krzyczących dziewczyn. Rzuciłyśmy do nich papierową torbę, z kawałkiem bułki w środku i doczepiłyśmy karteczkę z napisem:
- Niall to jadł.
Rzuciły się na nią jak szalone, prawie się o nią pozabijały.  W końcu przeszliśmy się po apartamencie i Dem powiedziała:
- Mamy taki mały problem.. tu jest tylko 5 łóżek. Chyba wszyscy wiemy co to oznacza. Panowie śpią razem, a panie ze sobą.
- Nie będę z tobą spała! – wtrąciła Isabelle.
- Dobra mam inny pomysł! Dziewczyny wybierają z, którym panem chcą spać. – odparłam śmiejąc się.
O dziwo zgodziły się. Wybrałam Niall’a, Demetria Louis’a, Isabelle oczywiście Liam’a, a Liz musiała wybrać Harry’ego bo Zayn jest był w związku.
- Za pięć godzin koncert. Idziemy na zakupy! – powiedziała Bella.
Chłopcy pojechali do studia, żeby zrobić próbę, a my wzięłyśmy ze sobą jednego z ochroniarzy i ruszyłyśmy na miasto. Obeszłyśmy chyba z 20 sklepów, ale raczej się opłacało bo kupiłam świetną sukienkę i nowe buty. Isabelle postawiła na klasyczną elegancje i kupiła skórę, która jak stwierdziła, będzie pasowała do jej różowej sukienki. Dem trudno było się zdecydować, ale w końcu kupiła przewiewny top, czarne rurki i zestaw biżuterii. Liz wpasowała się w swoje klimaty i kupiła czarną sukienkę, czarne buty, czarną biżuterię i czarną kurtkę. Co do koloru wszystko pasowało do siebie fantastycznie! Kiedy wychodziłyśmy z ostatniego sklepu podbiegł do nas jakiś zakapturzony koleś. Wyrwał mi torebkę i zaczął uciekać, ochroniarza nie było. W ciągu kilku sekund Liz rzuciła zakupy na ziemię i zaczęła za nim biec. Złapała go i przystawiła do ściany. Zabrała mu moja torebkę i kopnęła:
- To za torebkę! To za twoją twarz! A to, to za moje nerwy! – krzyczała kopiąc go. Po czym dodała:
- Nawet się nie podnoś, bo oberwiesz mocniej.
Wróciła do nas i ją przytuliłam. Ona zawsze była twarda. Czasem mnie to przerażało, ale to dobra cecha, przynajmniej dla niej. Ochroniarz wrócił a ona zaczęła na niego wrzeszczeć. Następnie wsiadła do samochodu i powiedziała, że wracamy. Jechałyśmy, było słonecznie, a ja miałam bardzo dobry humor.  W końcu dotarłyśmy do hotelu i poszłyśmy się przygotować do koncertu. Przyznam, że każdej z nas pasowała dobrana kreacja, wyglądałyśmy podobnie, a jednak odmiennie. Usłyszałam dźwięk telefonu, dzwonił do mnie Niall.
- Przyjeżdżajcie zajmować miejsca, bo przed koncertem was rozszarpią, wiedzą, że z nami jesteście i czekają na was tutaj. – powiedział.
- Ale jak to?
- Nie pytaj, będziecie siedziały w oddzielonej strefie dla vipów. Muszę spadać bo ćwiczymy układ, do zobaczenia. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Rozłączył się, a my wzięłyśmy torebki i zeszłyśmy na dół do naszego samochodu. Przed wejściem stało dwóch ochroniarzy.
- Czekaliśmy na was, wsiadajcie. – odparli, prowadząc nas do auta.
Jeden z nich zaczął prowadzić, jechaliśmy do centrum . Liz zdenerwowała się, że jedzie za wolno i przejęła kierownice.



 Bella spytała czemu jest ich aż dwóch, a oni na to, że na miejscu czeka na nas jeszcze 4. Byłyśmy trochę przerażone tą sytuacją, czułyśmy się tak jakby coś miało nam się stać. Po drodze mijałyśmy bilbordy z napisami „One Direction Tonight” Wreszcie dojechaliśmy przed Etihad Stadium przed wejściem stało setki ludzi. Podbiegło do nas dwóch ochroniarzy, którzy o tworzyli drzwi. Prowadzili nas do wejścia, a ludzie biegli za nami i robili zdjęcia. Przeszliśmy przez bramkę, czekało tam dwóch kolejnych ochroniarzy. Ujrzałyśmy tysiące ludzi i neonowe światła ze sceny. Po chwili usłyszałyśmy pisk. Niall i Louis biegli w naszą stronę. Lou wziął ze sobą Dem i Belle, a Niall mnie i Liz. Zaczęliśmy iść w stronę sceny, a z każdej strony byli ochroniarze. Dziewczyny piszczały, rzucały się, płakały, wyciągały ręce. W końcu dotarliśmy pod scenę i weszliśmy za kulisy. Zobaczyłyśmy resztę chłopaków i całą grupę różnych ludzi pracujących nad wszystkim. Czułam się tak na swoim koncercie, tylko z o wiele większą widownią. W końcu podszedł do nas Harry i zaprowadził nas na widownie. Poprosił o mikrofon i powiedział:
- Usiądą tu nasze przyjaciółki dobrze?
Wtedy usłyszałyśmy krzyki „Kocham Cię  Harry” piski, jak zawsze. I usiadłyśmy. Jakieś dziewczyny próbowały się do nas przedostać ale im się nie udało. Stwierdziłyśmy z Liz, że pójdziemy do toalety. Poszło z nami dwóch ochroniarzy. Kiedy już tam byłyśmy podszedł do nas jakiś chłopak i powiedział do mojej przyjaciółki:
- Cześć mała chcesz się zabawić?
Ona powiedziała, że chętnie i poszła z nim do kabiny. Nagle usłyszałam jego krzyk i dźwięk spłuczki. Otworzyła drzwi i wywaliła go na posadzkę, po tym jak spłukała mu głowę w kiblu. Zaczął się do niej rzucać więc strzeliła mu z ręki w twarz i wyrzuciła go z toalety.  Poprawiłyśmy makijaż i wyszłyśmy.


Zajęłyśmy miejsca, zaczęło się odliczanie do rozpoczęcia koncertu. Po chwili zgasły światła na scenie i zobaczyłyśmy dym. Wyłonili się z niego chłopcy i usłyszałyśmy pisk, do którego same się dołączyłyśmy.  Tak właśnie koncert się zaczął, śpiew , taniec i oni biegający po scenie. W końcu Louis zatrzymał się i powiedział:
- A teraz zapraszamy na scenę naszą przyjaciółkę Arianę Grande, która wykona z nami piosenkę.
Dosłownie byłam w szoku. Usłyszałam krzyk i podniosłam się ze swojego miejsca. Podszedł do mnie ochroniarz i zaprowadził mnie na scenę. Dostałam mikrofon i powiedziałam im, że nie wiem co mam robić. Wtedy oni powiedzieli żebym się nie martwiła. Usłyszałam dźwięk mojej piosenki i poczułam spokój. Przynajmniej znałam słowa. I zaczęłam śpiewać a oni razem ze mną:

„This is the part when I say I don’t want ya,
 I’m stronger than I’ve been before.
 This is the part when I break free,
 Cuz I can’t resist it no more.” 
- "Break free" Ariana Grande

Po moim występie, podziękowali mi. Zeszłam ze sceny i wróciłam na swoje miejsce, obok przyjaciółek. Wiem, że nie jedna z dziewczyn pragnęłaby być na moim miejscu, a jednak to przydarzyło się mi. Po pewnym czasie koncert się skończył, ale wierni fani nie opuszczali swoich miejsc. W końcu zabrali nas i opuściliśmy stadion, było już późno. Wsiedliśmy do auta i szofer zaczął jechać w stronę hotelu. Chłopcy byli wykończeni i od razu kiedy dojechaliśmy poszli wziąć prysznic. Oczywiście osobno. Kiedy byłyśmy już w piżamach, oni postanowili że też się przebiorą. Poszli do jednego pokoju, a kiedy wyszli wszyscy byli bez koszulek, w bokserkach. Powiem nawet, że to był ciekawy widok. Stwierdziliśmy że czas na sen. Położyłam się z Niall’em do łóżka i zaczął mnie przytulać. Wstałam i poszłam powiedzieć wszystkim „dobranoc” kiedy weszłam do pokoju Harry’ego i Liz, ona zepchnęła go na podłogę i powiedziała:
- Dobranoc. – ironicznie się uśmiechając.
Po czym ja dodałam:
- Dobranoc gołąbeczki, nie pozabijajcie się w nocy.
Liz spojrzała na mnie wzrokiem mordercy, więc postanowiłam się oddalić i pójść dalej. Trafiłam do pokoju Lou i Dem, moja przyjaciółka spała wtulona w niego więc, powiedziałam „dobranoc” po cichu i wyszłam. Gdy wchodziłam do pokoju Liam’a i Belli zobaczyłam sypiące się pióra. Bili się poduszkami, więc wtrąciłam:
- Ciszej! Wszyscy już śpią, dobranoc dzieciaki – kolejny wzrok skierowany na moją osobę, który był przerażający.
To już wszyscy, wróciłam do Niall’a. Moja blondyneczka już spała, położyłam się i również zasnęłam, było około godziny pierwszej. Usłyszałam walnięcie drzwiami i krzyk:
- Ariana, Ariana! Wstawaj!
Otworzyłam oczy, zobaczyłam Liz.
- Zabiłam Harry’ego nie wiem co mam zrobić ze zwłokami!
- Boże co!? – razem z Niall’em zerwałam się z łóżka.
- A nie nic, tylko jest już dziesiąta, czas wstawać! Przecież ktoś musi zrobić mi śniadanie. – powiedziała i wyszła z pokoju.
Byłam przerażona, Liz miewa okropne pomysły. Wstałam, zobaczyłam Harry’ego i Louis’a rozmawiających z moją przyjaciółką. Poszłam wziąć prysznic i się przebrać. Kiedy wróciłam, postawili mi składniki na stole i kazali przyrządzić śniadanie.  Czułam się lekko zniewolona, ale w końcu, nie chciałabym jeść przypalonych tostów. Liz poszła zbudzić resztę, a ja zabrałam się do roboty. Kiedy wszyscy byli gotowi, podałam śniadanie. Nie było złe, więc zjedli je stosunkowo szybko. Zostało nam dwie godziny na przygotowanie do wyjazdu. Lecieliśmy do Irlandii, do Dublina. Musiałyśmy z Dem skoczyć do sklepu, bo oczywiście wszyscy zapomnieli o torebkach na kosmetyki. Zaczęło się pakowanie. Moje nowe buty nie mieściły się w walizce, ale musiałam je tam jakoś upchać, tak samo jak sukienkę. Pod hotelem czekali już fani, oczekując na wyjście chłopców. Podjechał już nas samochód, na zewnątrz jak zwykle banda ochroniarzy. Liz powiedziała, że nie będzie jechała pośród takiej obstawy. Zeszła na dół, a my wyglądaliśmy przez balkon. Nagle usłyszałam:
- Teraz słuchajcie mnie wszyscy, zaraz będą tu schodzić moi przyjaciele. *pisk* - Zamknąć się! – Zapadła cisza.
- No więc, kiedy już zejdą, macie ich nie dotykać ani nie pchać się do nich, bo nie mam zamiaru być chroniona przez tych typów. Jeśli będzie inaczej, wszystkim z was powbijam kołki w wasze 4 litery i powieszę za nie na drzewach! Jasne? Dziękuję. – uśmiechnęła się i wróciła do nas.
Ona była jedyną z nas, która potrafiła wywalczyć prawie wszystko za pomocą tonu swojego głosu. Może dlatego ona stała się moją przyjaciółką, po mimo zupełnie innego charakteru dopełniałyśmy się. Ona mnie broniła, a ja wprowadzałam do jej życia trochę radości. Taka przyjaciółka jest niepowtarzalna, zawsze potrafi zawalczyć o swoje i pomóc mi nawet w najdziwniejsze sposoby. Wzięliśmy wszystkie rzeczy i walizki, oddaliśmy klucz do pokoju. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy z hotelu. Dziewczyny zaczęły piszczeć, ale tylko chwilowo bo Liz krzyknęła najgłośniej jak potrafiła i zapadł spokój. Wsiedliśmy do auta i zaczęliśmy jechać w stronę lotniska. Mijaliśmy sklep, w którym byłyśmy z dziewczynami, oraz stadion na którym odbywał się koncert. Tamtejszy dzień tak szybko zleciał, prawie nic nie zdążyliśmy zrobić. Na szczęście w niektórych miastach mamy zostać dłużej. Po paru godzinach dojechaliśmy na lotnisko. Czekaliśmy na samolot. Przeszliśmy przez odprawę i ruszyliśmy do Dublina! 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli czytasz to skomentuj, bardzo zależy nam na twojej ocenie C: 5 komentarzy = Następny rozdział :) W komentarzach gratulujecie mi talentu, nie zapominajcie, że piszemy we dwójkę: Karol i Julia. Mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba i będziecie wyczekiwać następnych :D Jak mogliście zauważyć pojawiła się nowa postać, o której informacje możecie znaleźć w zakładce "Bohaterowie" W której już niedługo pojawi się pełna lista osób, które już uczestniczą w akcji, lub dopiero do niej dołączą. Dziękujemy za przeczytanie i pozdrawiamy xx / Julia i Karol

środa, 16 lipca 2014

Rozdział #4 Ostatni bal

*Perspektywa Louis’a*


Dwa tygodnie później.

- Nareszcie w domu, ale ten łosoś był smaczny hah. – Usłyszałem głos Isabelle idącej z przodu z resztą dziewczyn.
- Christian proszę otwórz drzwi i przygotuj przystawki, mamy gości. – Powiedziała Demetria przed bramą wjazdową.
Wchodziliśmy na główny dziedziniec, który prowadził w stronę wejścia. Brama zamykała się za nami, a my musieliśmy biec, żeby nie zostać przynętą wściekłych fanek, stojących za nią. W końcu byliśmy w środku, udaliśmy się do pokoju wypoczynkowego i rozwaliliśmy się na dwóch miękkich kanapach.  Po chwili jeden z kucharzy, przyniósł nam całą tacę, różnorakich przystawek, którymi jako goście księżniczek mogliśmy się rozkoszować. Ponieważ mięliśmy już opracowany plan, zostało nam czekać do wieczora, a właściwie nocy, a przed na mi było jeszcze całe popołudnie. Po chwili do pokoju przyszli rodzice dziewczyn i przywitali się z nami, po czym poprosili Demetrie i Harry’ ego żeby poszli z nimi do gabinetu.  Zostaliśmy w 6 i postanowiliśmy stoczyć walkę w grze tanecznej. Jak zwykle Ariana wygrała, jest świetną tancerką. Isabelle stwierdziła, że pójdzie wziąć prysznic i się przebrać i została nas piątka. Niall zaczął przytulać się z Arianą na sofie, ale chyba nie chcieli nas peszyć i wyszli do pomieszczenia obok. Teraz zostaliśmy tylko we trójkę i poruszyliśmy temat o dziewczynach.
- Co sądzicie o Belli – zapytał Liam
- Jest ładna, ale trochę zbyt posłuszna, Dem jest śliczna i bardziej zbuntowana. Podoba mi się – Powiedziałem.
- Jak dla mnie obie są śliczne, ale tylko wy jesteście na razie wolni a one są tylko dwie. Musicie się jakoś podzielić. – odparł Zayn uśmiechając się do nas.
- Koleś, one nie są rzeczami, do tego trzeba jeszcze miłości. Dem chyba za bardzo mnie nie lubi. Ale Bella i Liam chyba ze sobą kręcą. – dodałem patrząc się na Liam’a
On tylko się uśmiechną, tak jakby się zawstydził, ale ja wiedziałem, że coś jest na rzeczy.
- Dobra chłopaki, jadę się spakować, będę wieczorem. Pozdrówcie dziewczyny. - Powiedział Zayn i wyszedł z pokoju.
W taki właśnie sposób zostało nas dwóch. Po chwili, stwierdziłem, że pójdę opróżnić pęcherz, więc opuściłem pomieszczenie. A Liam zajął się jakąś grą. Zacząłem iść długim korytarzem, później skręciłem w prawo i zdałem sobie sprawę, że się zgubiłem. Jednakże musiałem znaleźć jakąś łazienkę więc zacząłem iść dalej. Na drugim końcu korytarza zobaczyłem rozmawiających Demetrie i Harry’ ego, więc podszedłem do nich i zapytałem się Dem czy mi pomoże. W tamtym momencie, dotarło do mnie, że mogę zostać z nią wtedy sam na sam. Harry powiedział, że wróci do Liam’a by nie siedział tam samotny i takim sposobem zostaliśmy sami.
- Mam taki mały problem… - zacząłem.
- Jaki? – spytała.
- Zgubiłem się w drodze do łazienki.
Wtedy w buchnęła śmiechem i dotknęła mojego ramienia, po czym dodała:
- Chodź za mną i lepiej się już nie gub.
Jaki temat mam poruszyć? A może lepiej siedzieć cicho? – Te pytania przechodziły mi przez głowę, w końcu się odezwałem:
- O czym rozmawialiście z twoimi rodzicami? - Zapytałem z niepewnością.
- O ślubie. – odparła.
- Ah, a powiesz mi chociaż.. podoba Ci się Harry?
- Oh, nie! Może i jest przystojny, ale sądzę, że nie pasujemy do siebie. A ty czemu się tak o mnie troszczysz?
- A wiesz, no.. ten.. – nie mogłem dobrać słow.
- No, no co?
- No, ten.. dobre te przystawki co nie? – powiedziałem, chcąc wymigać się od właściwej odpowiedzi.
- Oj, ale z Ciebie głupek. – powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Po czym dodała:
- Tutaj jest twoja upragniona łazienka, tylko się nie utop. – uśmiechając się do mnie.
Wszedłem do łazienki, no i chyba wiadomo co w niej robiłem. Myślałem, że jak z niej wejdę, już jej nie będzie. A jednak, czekała na mnie. Ucieszyłem się, już nie czułem od niej tego chłodu bijącego w moim kierunku. Teraz zdawała się być taka miła i kochana.
- Jak było panie zagubiony? – spytała, wciąż się uśmiechając.
- Dobrze, a jak się czekało księżniczko?
- Przestań, od dzisiaj nie jestem księżniczką, jestem zwykłą dziewczyną i masz mnie traktować w taki sposób, jasne?
- Jak dla mnie nie jesteś zwykła.
- Ale.. – wtrąciła.
- Nic nie mów, jesteś inna niż te wszystkie dziewczyny. Sława Cię nie zmienia, to jest cudowne. Nie musisz, żyć jak każda dziewczyna żeby być zwyczajna. Ty jesteś wyjątkowa i nigdy nie będziesz mniej zwyczajna niż inne.
Wygląda ślicznie i nie wiedziała co odpowiedzieć. Chyba trochę się wtedy zmieszała, ale w końcu coś przeszło jej przez krtań.
- Czemu ty mi to robisz? – zapytała z wyrzutem
- Ale co, co ja Ci robię? – spytałem.
- To wszystko, zawsze byłam niezależna i sama musiałam martwić się o sobie. A ty zamieniasz się w mojego strażnika, byłeś pierwszą osobą oprócz rodziny, która widziała moje łzy. To dosłownie… ah po prostu… nie rozumiem – nie potrafiła dokończyć jednej myśli więc zaczyna drugą, której też nie kończyła.
- Spokojnie rozumiem to, ja też zawsze musiałem radzić sobie sam. Mam duże rodzeństwo i rodzice zajmowali się głównie młodszymi dzieciakami, bo potrzebowały więcej opieki. Jestem z nich najstarszy i bardzo ich kocham, ale czasem uciążliwe jest posiadanie tak wielkiej rodziny, z rodzicami, którzy nie mogą się rozdwoić, czy roztroić.
- Lubię samotność.
- Nie chcę, żebyś była dłużej samotna. – odparłem.
- Nie, nie, nie tak nie może być. – powiedziała odchodząc w głąb korytarza.
- Przepraszam, zrobiłem coś źle?
- Nie, znaczy tak. Nie mogę tak po prostu nie mogę. – odpowiedziała, wciąż iść na przód.
Wtedy podbiegłem i złapałem ją za rękę. Przez chwilę stanęła i popatrzyła mi się w oczy z przerażeniem. Po czym szybko się wyrwała i zaczęła dalej iść.
- Boisz się mnie? – zapytałem.
- Może.. – odparła, nie zatrzymując się.
Na ścianach wisiały drogie obrazy, na które się przyglądała, by uniknąć mojego spojrzenia. Obok nas stały wielkie rzeźby. A idąc przez jeden korytarz minąłem już około 20 pomieszczeń. Prawdopodobnie służba miała wtedy przerwę, bo wokół było pusto. Byliśmy sami.
Nagle stanęła i powiedziała:
- Louis.. nie boję się Ciebie. Ja boję się bliskości. Nigdy jej nie miałam, nie wiem jak to jest być kochanym i chcianym. Zawsze byłam problemem, moi rodzice nigdy nie traktowali mnie jak dziecko, tylko jak obowiązek. Wiem, że teraz rozmaże mi się cały makijaż od tych łez. Ale ja po prostu nie potrafię inaczej. Nie jestem przyzwyczajona do ciągłej opieki. Chociaż jest cudowna, to boję się jej. – Po jej policzkach spływały łzy, a tusz to rzęs rozpływał się coraz szybciej.
Wtedy zapadła chwila ciszy. Po czym dodała:
- Lou? – niepewnie.
- Tak księżniczko?
- Przytuliłbyś mnie?
- Oczywiście. – podbiegłem do niej jak najszybciej i objąłem ją w pasie.
- Przy tobie czuje się bezpiecznie – powiedziała wtulając zapłakaną twarz w moje ramię.
Po chwili otarłem jej łzy i powiedziałem:
- Cokolwiek by się nie działo będę Cię chronił i zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa, rozumiesz?
- Dlaczego?
- Bo na to zasługujesz.
- Tak jak miliony dziewczyn na tym świecie. Twoje fanki dałyby wszystko, żeby być w takiej sytuacji jak ja, a ja nie potrafię jej docenić. To powinna być któraś z nich.
Uśmiechnąłem się i dodałem:
- Niestety to ty zwróciłaś moją uwagę. Wyglądałaś pięknie na tym balu, od niego cały czas o tobie myślałem. Później, kiedy zobaczyłem Cię zapłakaną w ogrodzie, widziałem, że jesteś silna. Po mimo bólu postanowiłaś się zbuntować, jesteś inna. Ty jesteś tą, która podbiła moje serce i jak dzielny rycerz będę walczył o twoje względy.
- Rycerzyku pamiętaj, ja nie jestem księżniczką. Nie będzie Ci łatwo. – widziałem, że nie potrafiła powstrzymać łez, jednak się uśmiechała.
- Jednakże spróbuję.
Wtedy odwróciła się i zaczęła iść, wciąż udawała niedostępną, ale podczas tej rozmowy coś się w niej złamało. Otaczała ją tarcza, którą trudno przebić. Udała się do łazienki, a ja poszedłem do końca korytarza i skręciłem w lewo. Zobaczyłem schody i zszedłem po nich na dół. Wreszcie byłem w jakimś miejscu, które rozpoznawałem. Kolejny długi hol, był przede mną do przejścia. Zobaczyłem schody do pokoju Dem, na przeciwko nich znajdowały się drugie schody, do sypialni Belli. Postanowiłem zapytać się czy jest już gotowa. Wszedłem po 32 schodkach, takich samych jak do pokoju Demetrii i zapukałem. Usłyszałem głos Isabelle:
- Proszę wejść.
- Hej, jesteś gotowa?
Wtedy odwróciła się i olśniła mnie swoim pięknem. Miała na sobie długą czarną sukienkę, ślicznie upięte włosy i drogą biżuterię, oraz makijaż, który dodawał jej uroku.



- Tak, już idę. – powiedziała odkładając perfumy od Chanel na toaletkę, z wielkim lustrem.
- Wyglądasz pięknie, po co się tak wystroiłaś?
- Dziś ostatni bal, nie pamiętasz? Wszyscy goście będą tu za pół godziny. – odpowiedziała.
- Ale, o matko. Na śmierć zapomniałem, nie mamy nawet garniturów! – odparłem.
- Dlatego kazałam je dla was przygotować, są w garderobie dla gości. Idź po chłopaków i się przebierajcie. – dodała.
- Czekaj, czekaj a co z Arianą?
- Tutaj jestem. – odparła wychodząc z łazienki.



Była ubrana w przepiękną, długą, elegancką suknię w odcieniu jasnego różu. Wyglądała jak zwykle oszałamiająco i nie sposób było tego zepsuć.
- Czyli wszystkie już jesteście przebrane, a my o wszystkim zapomnieliśmy tak?
- O nie, nie, nie. Reszta chłopaków już się przebiera, tylko nie wiem co z Dem. – odparła Ariana.
- Dem.. ona nie jest jeszcze ubrana, chyba zapomniała! Trzeba ją szybko znaleźć.
- Biegnijmy! Czekaj, czekaj, znaleźć? Jak to!? – wrzasnęła Bella.
- Ostatnio kiedy ją widziałem była w łazience, teraz nie wiem gdzie może być.
Szybko wybiegliśmy z pokoju i zaczęliśmy jej szukać. Dziewczyny w szpilkach i bieganie po schodach raczej nie idą w parzę, więc pobiegłem do chłopaków. Ja sam zostałem się przebrać a ich wysłałem na poszukiwania. Szybko zdjąłem ubranie i powiesiłem je na wieszakach. Po chwili usłyszałem zatrzaśnięcie drzwi. Demetria weszła do garderoby. Kiedy mnie zobaczyła zdążyła powiedzieć tylko:
- O Mój Boże – zamykając oczy i zakrywając je rękami.
- Co ty tu robisz? – spytałem.
- Sama nie wiem, gonią mnie!
- Bo zapomniałaś o balu!
- Ooo, faktycznie. Muszę iść się ubrać!
- Wiem! – zaczęliśmy się przekrzykiwać.
Odkłoniła oczy i wrzasnęła:
- Ubierz się do cholery! Idę ich poszukać, muszą mi pomóc się przygotować!
- A co jeśli się nie ubiorę?!
- Będę się w Ciebie wpatrywać całą noc!
- Mi pasuje! – odparłem śmiejąc się.
- Dobra wychodzę!
- A idź! Czy ktoś Cię trzyma?

Wtedy wyszła i trzasnęła drzwiami, po czym zacząłem się ubierać w garnitur. Włożyłem go, zawiązałem muszkę i włożyłem lakierki. Poprawiłem włosy i wyszedłem. Zobaczyłem chłopaków biegających z jednego do drugiego pokoju, na zmianę. 
- Co się dzieję?! – krzyknąłem.
- Pomagamy Dem się przygotować.
I tak biegali, i przynosili jej rzeczy z różnych pokoi. Nie pozwolili mi wchodzić na górę, do jej sypialni. Usadzili mnie na fotelu w korytarzu i kazali siedzieć. Słyszałem samochody parkujące na pałacowym parkingu i tłum, który znajdował się zaraz pod podłogą. Ludzie się schodzili, a Demetria wciąż nie była gotowa. Wreszcie zszedł do mnie Zayn i powiedział:
- Zejdź do gości i pogadaj z nimi. Nie zadawaj żadnych pytań, tylko wykonuj polecenia. – po czym wrócił na górę.
Więc zszedłem bocznymi schodami na dół do holu i udałem się w stronę drzwi sali balowej, z których słychać było głośne rozmowy. Wszedłem, przede mną pojawiły się wielkie schody i tarasy widokowe, po bokach od wejścia. Z daleka ujrzałem królową siedzącą na tronie i rodziców dziewczyn, witających się z

 gośćmi. Zdałem sobie sprawę, że służby nie były wtedy na piętrze z powodu balu, który przygotowywali. Kiedy byłem już na dole, państwo Collins podeszli do mnie i przywitali się, tak jakby nie widzieli mnie parę godzin wcześniej. Zacząłem rozmawiać z różnymi ludźmi, jedna kobieta podawała się za moją wujeczną ciotkę, ale nie sądzę, że to była prawda, bo wyglądała na wariatkę. W końcu minęło 10 minut i usłyszałem głos Christian’a:
- Szanowni Panowie: Harry Styles, Liam Payne, Zayn Malik, oraz Niall Horan.
Po czym dodał:
- Księżniczki Demetria i Isabelle Collins z przyjaciółką Arianą Grande.
Nagle usłyszałem falę oklasków, a po chwili zobaczyłem Demetrię ubraną w piękną suknię. Wyglądała cudownie. Fryzura, makijaż i biżuteria były perfekcyjnie dobrane. Nie dało się tego opisać, wyglądała jak diament, pośród złoża węgla. Podszedłem do schodów, przedzierając się przez tych wszystkich ludzi. Wyciągnąłem do niej rękę i zapytałem:
- Zechce mi pani dziś towarzyszyć?
- Z przyjemnością. – uśmiechnęła się podając mi rękę.
Odprowadziłem ją trochę od schodów i dodałem:
- Wyglądasz fantastycznie. Idealna w każdym calu.
- Przestań Louis, ideały nie istnieją. A nawet jeśli, to nie możesz mnie do nich porównywać.
- Ależ mogę – złapałem ją w pasie.
- Znowu to robisz! – odparła.
- Ale tym razem mi się nie oprzesz. – uśmiechnąłem się.
- Lou! Tu są moi rodzice, oni myślą, że jestem z Harrym!
- A no tak. – puściłem ją i posmutniałem.
- Oj, nie smuć się, ej no proszę. – przejechała ręką po mim ramieniu.
 Nagle podszedł do nas jej ojciec, ciarki przeszły mi po ciele. Powiedział:
- Skarbie może zatańczyła byś z Harrym?
- Oczywiście tato – odpowiedziała Dem i ruszyła w jego stronę.
Ja poszedłem do Zayn’a, bo oczywiście nasi dwaj kochasie byli zajęci. Perrie nie mogła przyjść na bal, więc mój przyjaciel zwyczajnie się nudził. „Zgromadzenie” trwało około 3 godzin i goście zaczęli się rozchodzić, stwierdziłem, że to najlepsza pora, bo niedługo mięliśmy się ulotnić. Zebraliśmy się wszyscy razem i zaczęliśmy wychodzić z Sali. Teraz zostało nam tylko zabrać spakowane walizki, napisać list i zadzwonić po podwózkę. Dziewczyny wzięły się za list:
„ Kochani rodzice, kiedy czytacie ten list my pewnie jesteśmy już po za Londynem. Nie martwcie się jesteśmy już duże i poradzimy sobie. Nigdy nie chcieliście nas słuchać, teraz musicie. Wyjeżdżamy i już nie możecie nas zatrzymać. Zawsze liczyły się dla was pieniądze, dla nas niestety nie. Może nigdy  nie będziemy takie jakimi nas zaplanowaliście, ale my po prostu chcemy żyć po swojemu. Ruszyłyśmy spełniać marzenia i jeżeli nam to zepsujecie, obiecujemy, że zniszczymy wam życie, tak jak wy robiliście to przez te wszystkie lata nam. Nie próbujcie nas szukać, dzwonić. Żyjcie tak jakby nigdy nas nie było, a my może kiedyś wrócimy. Zaczynamy pisać własną historię i niestety nie jesteście w niej bohaterami, więc żegnamy. Kochamy was, ale bycie posłusznym kiedyś musiało znaleźć swój koniec. Do zobaczenia w przyszłości. Buziaki Demetria i Isabelle”
Przekazały go jedynej lojalnej osobie w pałacu Christian’owi i powiedziały, żeby położył go przy łóżku rodziców kiedy będą jeszcze spali. Zadzwoniłem do naszego menagera i przysłał po nas samochód. Wzięliśmy walizki i po cichu wyszliśmy tylnym wyjściem. Wsiedliśmy do naszego busa i ruszyliśmy do Manchester’u. Nadszedł czas spełniać marzenia!


poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział #3 Czas na zmiany!


*Perspektywa Isabelle*


Ta rozmowa trwała jeszcze długo, ale Dem wciąż wyglądała na zdenerwowaną po mimo tak świetnego pomysłu chłopaków. Po jakimś czasie postanowiliśmy wszyscy zejść na dół i pogadać z resztą zespołu. Jak zwykle musieliśmy przejść przez 32 schodki i znaleźliśmy się w korytarzu prowadzącym do wielu odnóg. Wyszliśmy na zewnątrz i poszliśmy dziedzińcem głównym do salonu. Niestety ponieważ nikogo tam nie zastaliśmy, musieliśmy szukać dalej. Pytaliśmy służbę i wszystkich pracowników, a i tak szukanie trwało około pół godziny. Okazało się, że są w sali kinowej i oglądają jakiś film. Dziwiło mnie tylko, że nie zgubili się w tak wielkim domu idąc przez korytarze piwnicy i przechodząc obok winnicy i chłodziarki. Kiedy zaczęliśmy z nimi rozmawiać na ten temat uznali, że to świetny pomysł, ale niestety najgorszą przeszkodą do realizacji naszego planu stali się rodzice. Demetria i Louis poszli to z nimi dokładnie omówić, natomiast my zostaliśmy w Sali kinowej, gdzie kończyliśmy oglądać film. Usiadłam obok Liam’a, a on słodko się do mnie uśmiechnął.
- Co tam u Ciebie księżniczko? – zapytał.
- A więc jestem szczęśliwa i trochę zdenerwowana, ale spokojnie wierzę, że wszystko się ułoży – dosłownie fala emocji przechodziła przez moje myśli, chciałam powiedzieć mu wszystko co czuje, ale to byłoby niestosowne.
- Masz śliczne oczy – powiedział uśmiechając się, po czym dodał:
- Ty w ogóle jesteś śliczna.
Jestem pewna, że się wtedy zarumieniłam. Czułam się jak w niebie, a on był taki przystojny, i jeszcze wpatrywał we mnie te swoje cudne brązowe oczy. Patrzyliśmy się na siebie przez długi czas, po chwili trochę się przyciemniło. Odgarnął swoją ręką moje włosy i ułożył je za plecami. Delikatnie przejechał ręką po mojej szyi i zbliżył się do mnie. Po chwili usłyszałam:
- Naprawdę jesteś piękna.
Po czym przybliżył swoją twarz do mojej. Przez chwile tego chciałam, ale później zdałam sobie sprawę, że to nie w porządku po w sumie wcale go nie znałam. Odsunęłam się i powiedziałam, że to dzieje się za szybko i żebyśmy trochę zwolnili. Liam był trochę zawiedziony, ale zrozumiał to i uszanował moją decyzję, w sumie to dobrze bo nie chciałam, żeby był na mnie zły. Po godzinie, Dem i Lou wyszli z gabinetu taty ze smutnymi minami.
- Nic z tego – usłyszałam.
Podbiegłam do siostry i od razu spytałam co się stało, niestety rodzice nie chcieli się zgodzić, ze względu na zbyt duże niebezpieczeństwo.
- My chyba nigdy nie poznamy świata – wzdychając powiedziałam.
Nagle usłyszałam głos z końca pomieszczenia, należał do Zayn’a
- Jesteście takimi grzecznymi dziewczynkami, w taki sposób nigdy nie wyjdziecie z tych murów bez obstawy. Ja na waszym miejscu bym się zbuntował, nie mógłbym żyć z poczuciem wiecznego ograniczenia.. to musi być okropne uczucie. – odparł.
- Wiesz masz racje! Czasem trzeba się zbuntować i zawalczyć dla swoich marzeń. – powiedziała Dem.
Oczywiście ją poparłam bo byłam tego samego zdania, problem w tym, że jeszcze nigdy nie sprzeciwiłam się rodzicom, ja zawsze byłam tą grzeczniejszą, a Demetria była skora do kłótni z nimi. Niby nasz charakter wcale się nie pokrywał, ale miałyśmy jedno wspólne marzenie, żeby wyrwać się stąd i pożyć jak zwykłe nastolatki, bez żadnej dworskiej etykiety i wyimaginowanych przepisów zachowania. Zawsze chciałyśmy być wolne. Trzeba spróbować się zbuntować. Mojej siostrze pewnie wyjdzie to lepiej ode mnie, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi.
- To kiedy zawalczymy o marzenia ? – spytałam.
- Najpierw przemyślimy plan, a dopiero potem zaczniemy działać. – odparła Demetria. – Ale to potem. Teraz muszę przeprowadzić ważną rozmowę, wyjdzie stąd wszyscy.
Kiedy już udaliśmy się w stronę drzwi dodała:
- Harry ty zostajesz.

*Perspektywa Harry’ego”


Wszyscy opuścili pomieszczenie zostaliśmy tylko ja i Demetra. Wtedy podeszła do mnie i usłyszałem wydobywający się z jej ust wrzask.
- Co to ma do cholery znaczyć, ja się pytam!?
- Spokojnie, może usiądziesz?
- Nie mam zamiaru siadać! Gadaj albo to nie skończy się dla Ciebie za dobrze.
Wtedy podszedłem do niej, złapałem za ręce i posadziłem na jedno z siedzeń.
- Ja też nie chce tego ślubu! – krzyknąłem jej w twarz, po czym puściłem jej ręce.
- Ale, ale jak to? Nie rozumiem.. – zrobiła się blada, teraz nie wyglądała już na złą tylko zawstydzoną.
- Moi rodzice zaplanowali to razem z twoimi, nie miałem o niczym pojęcia, tak jak ty. A później kazali mi iść na ten bal, żeby Cię poznać. – odparłem.
- Przepraszam..
- Nie przepraszaj – powiedziałem, przerywając jej. – Rozumiem w jakiej znalazłaś się sytuacji twoje zachowanie jest dla mnie oczywiste. 
- Musimy ich przekonać, że oboje nie chcemy tego ślubu, nie mogą nas do niego zmusić. – powiedziała.
- Tylko jak? Oni nie liczą się z naszym zdaniem, to podłe. – dodałem z zakłopotaniem.
- Nie można się dalej zastanawiać, musimy z wami pojechać, żeby stąd uciec.
Ona miała racje, jeżeli pojechałby by z nami, rodzice nie mięliby na nas wpływu. Jesteśmy już dorośli i sami powinniśmy kierować swoimi losami. Nie możemy pozwolić na to, żeby rodzice byli naszym przeznaczeniem, musimy układać własne historie i prowadzić nasze życie, tak jak chcemy.
Teraz trzeba by było wymyśleć jakiś plan, więc znów zwołaliśmy zgromadzenie i udaliśmy się do ogrodu. Rozmawialiśmy około dwóch godzin i wreszcie plan został obmyślony. Postanowiliśmy z Demetrią, że zgodnie z wolą rodziców „zgodzimy się na ślub” a kiedy po tygodniu spędzonym u mnie, wrócimy do pałacu. Nocą spakujemy się,  zostawimy list rodzicom i wyjedziemy po za miasto, do miejsca w którym mamy pierwszy koncert naszej trasy, czyli do Manchester’u. Jak na razie zostało nam czekać i przygotować się do kolejnego balu na, który wszyscy jesteśmy zaproszeni.

niedziela, 13 lipca 2014

Zwiastun

Oficjalny zwiastun Fan Fiction "I've never thought I need anybody like you..." Zapraszamy!



Już w poniedziałek ( 14.07.14r ) pojawi się 3 rozdział opowiadania :) Wczoraj ( 12.07.14r ) Na blog została dodana zakładka "informowani" Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach wystarczy się z nią zapoznać: http://pricess-life-is-not-easy.blogspot.com/p/informowani.html Zapraszamy do czytania i komentowania, oraz obserwowania, jeśli jeszcze tego nie robicie xx -Wszystkie informacje mogą ulec zmianie. 


sobota, 12 lipca 2014

Rozdział #2 Pogaduszki


- Coś Ci się stało? – zapytał podając mi rękę.
- Nie nic mi nie jest, dziękuje.
- Czy ty płaczesz? – spytał zatroskanym głosem.
- Nie, tylko ci się zdaje. – powiedziałam odpychając go i pobiegłam do ogrodu.
Zajęłam miejsce na huśtawce pod jednym z drzew. Zasłoniłam twarz rękoma i zaczęłam płakać. To było jedyne miejsce gdzie mogłam być sama. Nie chciałam żeby ktokolwiek mnie teraz zobaczył. Nigdy nie ujawniałam swoich łez. Poczułam, że ktoś dosiada się do mnie i obejmuje ramieniem. Starłam łzy z twarzy i spojrzałam na mojego towarzysza. Był nim Lou.
- Co się dzieje, księżniczko? I nie przyjmę odpowiedzi „nic”. – powiedział, przytulając mnie.
- Nie ważne. Problemy rodzinne, nie powinno cię to obchodzić. – odparłam.
- Chodzi o ślub z Harry ‘m? – zapytał.
- A ty skąd o tym wiesz?! – podniosłam się jak najszybciej z huśtawki i spojrzałam na niego zła.
- Cały zespół oraz twoja rodzina już o tym wiedzą. – odpowiedział również wstając. Chciał do mnie podejść, ale mu nie pozwoliłam.
- Super. Wszyscy wiedzą i oczywiście nikt nie raczył mi powiedzieć. O wszystkim dowiaduje się ostatnia! – krzyknęłam i odeszłam w stronę pałacu.
Idąc do domu zastanawiałam się po co on przyjechał i kto go w puścił. Wchodząc do środka tylnymi drzwiami, trzasnęłam nimi z całej siły i poszłam do korytarza. Gdy weszłam na pierwszy schodek, żeby pójść do swojego pokoju, zawołała mnie mama. Byłam na nią cholernie zła, ale żeby sobie nie nagrabić poszłam do niej. Z założonymi rękoma na piersiach poszłam do salonu. Stanęłam w drzwiach i zobaczyłam rodziców, moją siostrę oraz pozostałą czwórkę chłopaków, których poznałam poprzedniego dnia. Z obojętnym wyrazem twarzy rozsiadłam się w fotelu. Gdy matka chciała coś powiedzieć, usłyszałam zamykanie głównych drzwi. Za chwilę w pomieszczeniu pojawił się Louis. Usiadł obok Zayn ‘a na sofie.
- Nadal masz te swoje humorki? – spytała Rosaline.
- Nie mam humorków. – odpowiedziałam spokojnie. – Ale nadal jestem zła.
- Nie rozumiem, czemuż to… - odparła nie kończąc swojej myśli.
- Mamo proszę, nie mów już więcej. – powiedziałam.
- Młoda damo! – uniosła się.
- Rosaline spokojnie. – wtrącił ojciec.
- Może powiecie w końcu po co miałam tu przyjść, a potem ja sobie pójdę do swojego pokoju, a wy nadal będziecie się wygłupiać i planować moje życie w tajemnicy przede mną, dobrze? – zapytałam oschle, a moja matka zaczęła się robić czerwona ze złości.
- Chcieli ci tylko powiedzieć, że masz się zapoznać z Harry ’m i że za tydzień jedziemy do nich na jakiś czas dla lepszej integracji. – powiedziała moja kochana siostrzyczka. Jedyna normalna pomyślałam. Gdy odwróciłam wzrok w jej stronę ona już wpatrywała się w Liam ‘a. On naprawdę musiał się jej spodobać.
- Yhy – powiedziałam pod nosem i podniosłam się z wygodnego fotela. Od razu poszłam do swojego pokoju. Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na moje wielkie łóżko.
- Dlaczego oni muszą tak bardzo uprzykrzać mi życie ? Czemu dla nich liczą się tylko pieniądze ? Czy oni nie mogę być normalnymi rodzicami ? - Te pytania i wiele innych krążyło w mojej głowie czego efektem były łzy spływające po moich policzkach.
Wzięłam mój telefon oraz słuchawki z szafki obok łóżka. Włożyłam je do uszu i włączyłam jak najgłośniej moją ulubioną muzykę, żeby tylko zagłuszyć myśli i pukanie do moich drzwi…

W końcu, ktoś wszedł do pokoju, to była Ariana, szybko wstałam z łóżka i rzuciłam  się jej w ramiona.
- Chcą zniszczyć mi życie! – krzyknęłam zaciskając dłonie na jej szyi.
- Ale co się stało misiek? – spytała wtulając się we mnie.
- Rodzice postanowili, że wyjdę za Harr’ego. Ja nie chcę, ja go nawet nie znam, nie, nie, nie..! – wywrzeszczałam ocierają twarz z łez.
Po chwili do pokoju weszła Bella.
- Cześć dziewczyny o czym gadacie? Ty płaczesz? – spytała podchodząc do mnie.
- A ty nie płakałabyś na moim miejscu? – spytałam jeszcze bardziej wtulając się w moją przyjaciółkę.
- Eh.. no racja, rodzice powinni zapytać Cię o zdanie, zanim oświadczyli, że zostaniesz jego żoną.
- Jest mi tak cholernie smutno, chciałabym stąd uciec.
- Kochanie spokojnie, jeszcze będzie dobrze. – wtrąciła Ariana.
- A ty lepiej powiedz, co tam u twojego kochasia? -  zapytałam, chcąc rozluźnić sytuacje.
- U Niall’a? On pewnie gada z chłopakami na dole, niby wstał później niż ja, a i tak był tu wcześniej.
- A co do chłopaków Bella… jak tam z Liam’em? – chciałam się dowiedzieć co ona do niego czuje.
- A co ma być? – spytała z zawstydzeniem.
- Oj przestań, wszyscy widzą jak na niego patrzysz i rozmawiałaś z nim cały wczorajszy wieczór.
- Dziewczyny przesadzacie… on jest po prostu przystojny.
- Taki przystojny, że patrzysz się na niego jak na obraz za milion dolców? – śmiejąc się zapytałam skrępowaną siostrę.
- No dobra masz mnie… on po prostu..
- No co po prostu?
- Podoba mi się.
- I co musiałaś to tak długo ukrywać ? Pamiętaj, że możesz mi zawsze wszystko powiedzieć. – Podeszłam i ją przytuliłam.
- Skoro tak, to chcę się stąd wreszcie wyrwać, zostawić tą całą rodzinę i wyjechać.
- Czekajcie dziewczyny. – Powiedziała Ariana, przystawiając palec do ust i idąc w stronę drzwi.
Otworzyła je i nagle 2 chłopaków upadło na podłogę mojego pokoju. To byli Louis i Niall
, najwidoczniej nas podsłuchiwali. Niall ułożył się w seksownej pozie i powiedział tylko:
- Hej dziewczyny, jak dzień? Ładną mamy pogodę nieprawdaż?
- Właśnie przechodziliśmy i tak przez przypadek usłyszeliśmy, że chcecie się stąd wyrwać.. – wtrącił Louis.
- Za dwa tygodnie wyruszamy w trasę koncertową dookoła świata, może chciałyście zabrać się z nami?
Zaczęłyśmy skakać po pokoju jak wariatki i ich przytulać, nie mogłyśmy uwierzyć w te słowa. To było jak sen, nasze marzenia wreszcie mogły się spełnić. Ale po chwili Isabelle wtrąciła z ponurą miną:
- Zaraz, zaraz a co z rodzicami?

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział #1 Poznaj moich przyjaciół



Rodzice znów wystawili bal, już kolejny w tym miesiącu. Zaczynam się zastanawiać czy na pewno wszystko z nimi w porządku. Na każdym z nich miałam inną sukienkę, ale tym razem przyszłam w tej samej co ostatnio.  Moja matka słyszała już wiele negatywnych komentarzy związanych z tym właśnie strojem, a po mimo tego ja i tak nie zamierzam go zmieniać na jeden głupi bal. Jak zwykle przybyli wszyscy znani przedsiębiorcy, jak i osoby z branży politycznej, w której specjalizuje się mój ojciec. Wszędzie panoszą się snobistyczne buźki i mało interesujący faceci po czterdziestce. Chyba razem z Bella byłyśmy jedynymi  jak to oni mówią „małolatami” lub w innym przypadku „gnojkami” niestety tak nie mogli się do nas zwracać, gdyż najprawdopodobniej zostaliby zniszczeni biznesowo w kraju.  Nas nie obchodziło ich zdanie, wiemy już, że wystarczy głupio się uśmiechać i przytakiwać, żeby dali sobie spokój. Gdybyśmy żyli w średniowieczu, pewnie jeden z nich już dawno byłby moim mężem.  Rodzice jednak oczekiwali na gości specjalnych, którzy prawdopodobnie mają nas czymś dodam, że wreszcie czymś zainteresować. Zastanawiam się gdzie jest moja przyjaciółka, która powinna tu być co najmniej od 20 minut. W końcu zobaczyłam ją w przy wejściu na salę balową, miała na sobie piękną kreacje, a koło niej stał równie przystojny blondyn. Za nimi weszło jeszcze 4 przystojnych chłopaków, którzy wyglądali jak chodzące milion dolarów. Bardzo zwrócili moją uwagę, ponieważ nie przypominali tych wszystkich zgrzybiałych panów, którzy mnie otaczali. Tak naprawdę nie miałam pojęcia kim są, ale chyba po chwili miałam się dowiedzieć, bo moja przyjaciółka Ariana szła z całą tą gromadką w moim kierunku. Kiedy podeszli, przywitałam się z nią po czym bardzo przyjemnie mi się przedstawili. Ich imiona bardzo dobrze utrwaliły mi się w głowie: Niall, który okazał się chłopakiem Ariany. Zayn – który miał najciekawszą fryzurę z nich wszystkich. Liam – uśmiechający się do Belli. Harry – po chwili podszedł porozmawiać z moimi rodzicami i Louis, który cały czas słodko się do mnie uśmiechał. Niedługo po tym wszyscy się rozeszli w swoich kierunkach, a Ariana zaproponowała, że przyniesie dla nas poncz. Kiedy zostałam sama, podeszli do mnie rodzice z uśmiechającym się Harrym.
- Córeczko to jest Harry Styles – zaczął wyjaśniać mój tato
- Tak, wiem my się już poznaliśmy.
- O to tym lepiej. – powiedział to tak, jakby wszystko mu się nagle ułatwiło i czysta ulga przeszła mu przez serce.
- Pochodzi z bardzo zamożnej rodziny i… - w tym momencie Ariana potknęła się na kablu od nagłośnienia i wylała poncz na moją sukienkę.
- Przepraszam Dem, przepraszam nie chciałam.
- Nic się nie stało spokojnie, chodźmy do łazienki. Przepraszamy na chwilę.
Tak jak to zaplanowałam poszłam z moją przyjaciółką do łazienki o podziękowałam jej za uratowanie mnie od tej rozmowy. Kiedy starałam się wyczyścić sukienkę, Ariana pobiegła do mojego pokoju, po jakiś inny strój. Przez ten czas zastanawiałam się o czym tak naprawdę rodzice chcieli ze mną porozmawiać, tym bardziej, że Harry był wplątany w ten wątek. Nie wiedziałam za bardzo o co im chodzi. Po chwili wróciła moja kochana przyjaciółka, ze śliczną czarno-białą sukienką. Przebrałam się i wyszłam do jakże „wspaniałych” gości. Ariana postanowiła zabrać mnie ze sobą na poszukiwanie Niall’a, który stał przy stoliku z przekąskami.
- Witaj blondyneczko – zażartowała sobie, biorąc go za rękę. 
- Moje naturalne środowisko kochanie – odpowiedział śmiejąc się.


W końcu podszedł do nas Louis i powiedział, że wyglądam ślicznie, to było takie urocze. Następnie zapytał czy z nim zatańczę, nie mogłam odmówić, bo cudownie się do mnie uśmiechał.  Poszłam z nim na parkiet i zaczęliśmy tańczyć w rytm granej muzyki. Louis nie był za dobrym tancerzem, ale przymknęłam na to oko, ze względu na jego jakże przystojną posturę. Piosenka dobiegła końca, a ja podziękowałam za miły taniec. On pocałował moją dłoń. Powróciłam do mojej siostry, która flirtowała z Liam’em, więc postanowiłam jej nie przeszkadzać. Kiedy przechodziłam obok rodziców, nawet mnie nie zauważyli bo byli zajęci głęboką rozmową z Harrym. Wyszłam z Sali bocznymi drzwiami, przeszłam przez zatłoczony korytarz i udałam się po schodach do mojego pokoju. Bardzo bolała mnie głowa, więc postanowiłam wziąć szybki prysznic i położyć się spać, zresztą było już stosunkowo późno. Położyłam się do swojego wielkiego łóżka i momentalnie zasnęłam.


Obudziłam się już rankiem, spojrzałam na telefon i dosłownie zostałam zbombardowana ilością wiadomości. Od kogo? Od Ariany, bo kogoż innego. Przejrzałam i wstałam z łózka, udając się w stronę łazienki. Doprowadziłam się do porządku i ubrałam w coś jak by nazwali to moi rodzice „przyzwoitego”. Co prawda zajęło mi to trochę czasu, ale czego się nie robi dla ich dobrego humoru. W etapie końcowym wreszcie wyszłam z pokoju, zamknęłam go na klucz i zeszłam 32 schodkami w dół. Byłam okropnie głodna, więc poszłam do jadalni, bo za pewne śniadanie było już podane. Nie myliłam się. Na stole leżały racuchy polane miodem, 3 rodzaje sałatek, świeża herbata i kawa z mlekiem, tosty z masłem i naleśniki z syropem klonowym. Kiedy weszłam do pomieszczenia, zobaczyłam jak rodzice poważnie o czymś dyskutowali. Isabelle uśmiechała się tak bardzo pierwszy raz od długiego czasu i myślę, że powodem tego uśmiechu był Liam, z którym spędziła cały wczorajszy wieczór. Usiadłam na moim miejscu obok siostry i zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie rodziców. Natychmiastowo przestali rozmawiać co bardzo mnie zdziwiło, zamiast tego powiedzieli tylko „Dzień dobry córeczki, smacznego” i wzięli się do jedzenia.  Co prawda śniadanie wręcz rozpływało się w ustach, ale byłam bardzo ciekawa co przede mną ukrywają. Po śniadaniu, kiedy Bella wyszła już z jadalni, poprosili mnie żebym jeszcze na chwilę z nimi została.
- Demetrio – niepewnie zaczęła mama.
- Wiesz, że nasza sytuacja majątkowa nie jest stabilna i w każdym momencie może zabraknąć nam odpowiednich funduszy na utrzymanie państwa. – dokończył ojciec.
- Tak i o co chodzi? – spytałam.
- Wczoraj poznałaś Harry'ego, on ubiega się o twoją rękę kochanie. – westchnęła mama. 
- Że co!? – byłam naprawdę wściekła.
- Myślicie, że wyjdę za jakiegoś obcego chłopaka, tylko po to, żeby poprawić waszą sytuację majątkową!? Za kogo wy mnie macie? Myślałam, że będę mogła być z kimś kogo pokocham, a wy wyskakujecie mi z takim czymś? Zastanówcie się nad tym co mówicie, bo chyba nawet tego nie przemyśleliście. Rozmowę uważam za zakończoną, do widzenia. – wybiegłam z pomieszczenia, prawie płacząc, nie dowierzałam, że mogliby mi coś takiego zrobić.
Kiedy szłam korytarzem, łzy same ciekły mi po policzkach, a mój drogi tusz do rzęs się rozpływał. Po chwili zaczęłam biec, chciałam jak najszybciej opuścić ten dom. Kiedy skręcałam za ścianą poczułam uderzenie i upadłam. Wpadłam na jednego z poznanych na balu chłopaków – Louis’a 
- Coś Ci się stało? – zapytał podając mi rękę. 

środa, 9 lipca 2014

I've never thought I need anybody like you - Prolog


Cześć na imię mi Demetria, jestem wnuczką Elizabeth II, oraz córką Frederica i Rosaline Collins. To taka zabawna historia bo w gruncie rzeczy jestem księżniczką. Właściwie to kiedy babcia odejdzie ze świata żywych, a tato nie obejmie tronu, to ja jako jego najstarsza córka będę musiała zapanować Anglią. Mówiąc „najstarsza córka” chcę zaznaczyć, że mam również o rok młodszą siostrę Isabelle. Razem tworzymy jedną, wielką i znaną na cały świat rodzinę królewską, co wcale mi się tak bardzo nie podoba. Jestem osiemnastoletnią dziewczyną, za którą stoją wielkie ambicje własnych rodziców. Oni sami wybrali dla mnie przeznaczenie i wiem, że moje marzenia mogą iść w zapomnienie. Dla nich liczy się tylko nasz ród, rola reprezentacyjna i inne badziewia. Razem z Bellą musimy pokazywać się na wystawnych bankietach, balach i wielkich uroczystościach. Nasze życie wcale nie jest usłane różami, tak jak to zdaje się niektórym. W każdym razie mając tak bardzo apodyktycznych rodziców, nie da się myśleć inaczej. Moim największym marzeniem, jest to by chociaż przez dzień pożyć jak zwykła dziewczyna i być nierozpoznawalną.  Sztuczny uśmiech i drętwiejąca od machania ręka, chyba nie za bardzo przypada mi do gustu. Niestety moja rodzina nie rozumie ani mnie, ani mojej siostry, która chowa przed całym światem swoje wielkie marzenia i wszystkie naprawdę wysokie ambicje. Jestem bardzo spontaniczna i roztrzepana co bardzo kłóci się z moją rolą księżniczki. Służba to grono moich przyjaciół i wiem, że zawsze mogę się do nich zwrócić. Co do śmiałości to mam jej wręcz za dużo, niestety biedna Isabelle jest bardzo zamknięta w sobie i chciałabym to jakoś zmienić. Czasem kiedy wyjeżdżamy z rodzicami do innych krajów widzę w jej oczach iskierkę nadziei na odrobinę wolności. Trudno jest żyć według stałego planu, musząc zapamiętać imiona wszystkich prezydentów i magazyny modowe jednocześnie. Dosłownie, gdy mamy chwile wolnego czasu dosłownie zatapiamy się w swoich światach i trudno jest nas z nich wyciągnąć. Nasze marzenia wciąż rosną, a nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie którekolwiek miały się spełnić. A może jednak?