środa, 16 lipca 2014

Rozdział #4 Ostatni bal

*Perspektywa Louis’a*


Dwa tygodnie później.

- Nareszcie w domu, ale ten łosoś był smaczny hah. – Usłyszałem głos Isabelle idącej z przodu z resztą dziewczyn.
- Christian proszę otwórz drzwi i przygotuj przystawki, mamy gości. – Powiedziała Demetria przed bramą wjazdową.
Wchodziliśmy na główny dziedziniec, który prowadził w stronę wejścia. Brama zamykała się za nami, a my musieliśmy biec, żeby nie zostać przynętą wściekłych fanek, stojących za nią. W końcu byliśmy w środku, udaliśmy się do pokoju wypoczynkowego i rozwaliliśmy się na dwóch miękkich kanapach.  Po chwili jeden z kucharzy, przyniósł nam całą tacę, różnorakich przystawek, którymi jako goście księżniczek mogliśmy się rozkoszować. Ponieważ mięliśmy już opracowany plan, zostało nam czekać do wieczora, a właściwie nocy, a przed na mi było jeszcze całe popołudnie. Po chwili do pokoju przyszli rodzice dziewczyn i przywitali się z nami, po czym poprosili Demetrie i Harry’ ego żeby poszli z nimi do gabinetu.  Zostaliśmy w 6 i postanowiliśmy stoczyć walkę w grze tanecznej. Jak zwykle Ariana wygrała, jest świetną tancerką. Isabelle stwierdziła, że pójdzie wziąć prysznic i się przebrać i została nas piątka. Niall zaczął przytulać się z Arianą na sofie, ale chyba nie chcieli nas peszyć i wyszli do pomieszczenia obok. Teraz zostaliśmy tylko we trójkę i poruszyliśmy temat o dziewczynach.
- Co sądzicie o Belli – zapytał Liam
- Jest ładna, ale trochę zbyt posłuszna, Dem jest śliczna i bardziej zbuntowana. Podoba mi się – Powiedziałem.
- Jak dla mnie obie są śliczne, ale tylko wy jesteście na razie wolni a one są tylko dwie. Musicie się jakoś podzielić. – odparł Zayn uśmiechając się do nas.
- Koleś, one nie są rzeczami, do tego trzeba jeszcze miłości. Dem chyba za bardzo mnie nie lubi. Ale Bella i Liam chyba ze sobą kręcą. – dodałem patrząc się na Liam’a
On tylko się uśmiechną, tak jakby się zawstydził, ale ja wiedziałem, że coś jest na rzeczy.
- Dobra chłopaki, jadę się spakować, będę wieczorem. Pozdrówcie dziewczyny. - Powiedział Zayn i wyszedł z pokoju.
W taki właśnie sposób zostało nas dwóch. Po chwili, stwierdziłem, że pójdę opróżnić pęcherz, więc opuściłem pomieszczenie. A Liam zajął się jakąś grą. Zacząłem iść długim korytarzem, później skręciłem w prawo i zdałem sobie sprawę, że się zgubiłem. Jednakże musiałem znaleźć jakąś łazienkę więc zacząłem iść dalej. Na drugim końcu korytarza zobaczyłem rozmawiających Demetrie i Harry’ ego, więc podszedłem do nich i zapytałem się Dem czy mi pomoże. W tamtym momencie, dotarło do mnie, że mogę zostać z nią wtedy sam na sam. Harry powiedział, że wróci do Liam’a by nie siedział tam samotny i takim sposobem zostaliśmy sami.
- Mam taki mały problem… - zacząłem.
- Jaki? – spytała.
- Zgubiłem się w drodze do łazienki.
Wtedy w buchnęła śmiechem i dotknęła mojego ramienia, po czym dodała:
- Chodź za mną i lepiej się już nie gub.
Jaki temat mam poruszyć? A może lepiej siedzieć cicho? – Te pytania przechodziły mi przez głowę, w końcu się odezwałem:
- O czym rozmawialiście z twoimi rodzicami? - Zapytałem z niepewnością.
- O ślubie. – odparła.
- Ah, a powiesz mi chociaż.. podoba Ci się Harry?
- Oh, nie! Może i jest przystojny, ale sądzę, że nie pasujemy do siebie. A ty czemu się tak o mnie troszczysz?
- A wiesz, no.. ten.. – nie mogłem dobrać słow.
- No, no co?
- No, ten.. dobre te przystawki co nie? – powiedziałem, chcąc wymigać się od właściwej odpowiedzi.
- Oj, ale z Ciebie głupek. – powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Po czym dodała:
- Tutaj jest twoja upragniona łazienka, tylko się nie utop. – uśmiechając się do mnie.
Wszedłem do łazienki, no i chyba wiadomo co w niej robiłem. Myślałem, że jak z niej wejdę, już jej nie będzie. A jednak, czekała na mnie. Ucieszyłem się, już nie czułem od niej tego chłodu bijącego w moim kierunku. Teraz zdawała się być taka miła i kochana.
- Jak było panie zagubiony? – spytała, wciąż się uśmiechając.
- Dobrze, a jak się czekało księżniczko?
- Przestań, od dzisiaj nie jestem księżniczką, jestem zwykłą dziewczyną i masz mnie traktować w taki sposób, jasne?
- Jak dla mnie nie jesteś zwykła.
- Ale.. – wtrąciła.
- Nic nie mów, jesteś inna niż te wszystkie dziewczyny. Sława Cię nie zmienia, to jest cudowne. Nie musisz, żyć jak każda dziewczyna żeby być zwyczajna. Ty jesteś wyjątkowa i nigdy nie będziesz mniej zwyczajna niż inne.
Wygląda ślicznie i nie wiedziała co odpowiedzieć. Chyba trochę się wtedy zmieszała, ale w końcu coś przeszło jej przez krtań.
- Czemu ty mi to robisz? – zapytała z wyrzutem
- Ale co, co ja Ci robię? – spytałem.
- To wszystko, zawsze byłam niezależna i sama musiałam martwić się o sobie. A ty zamieniasz się w mojego strażnika, byłeś pierwszą osobą oprócz rodziny, która widziała moje łzy. To dosłownie… ah po prostu… nie rozumiem – nie potrafiła dokończyć jednej myśli więc zaczyna drugą, której też nie kończyła.
- Spokojnie rozumiem to, ja też zawsze musiałem radzić sobie sam. Mam duże rodzeństwo i rodzice zajmowali się głównie młodszymi dzieciakami, bo potrzebowały więcej opieki. Jestem z nich najstarszy i bardzo ich kocham, ale czasem uciążliwe jest posiadanie tak wielkiej rodziny, z rodzicami, którzy nie mogą się rozdwoić, czy roztroić.
- Lubię samotność.
- Nie chcę, żebyś była dłużej samotna. – odparłem.
- Nie, nie, nie tak nie może być. – powiedziała odchodząc w głąb korytarza.
- Przepraszam, zrobiłem coś źle?
- Nie, znaczy tak. Nie mogę tak po prostu nie mogę. – odpowiedziała, wciąż iść na przód.
Wtedy podbiegłem i złapałem ją za rękę. Przez chwilę stanęła i popatrzyła mi się w oczy z przerażeniem. Po czym szybko się wyrwała i zaczęła dalej iść.
- Boisz się mnie? – zapytałem.
- Może.. – odparła, nie zatrzymując się.
Na ścianach wisiały drogie obrazy, na które się przyglądała, by uniknąć mojego spojrzenia. Obok nas stały wielkie rzeźby. A idąc przez jeden korytarz minąłem już około 20 pomieszczeń. Prawdopodobnie służba miała wtedy przerwę, bo wokół było pusto. Byliśmy sami.
Nagle stanęła i powiedziała:
- Louis.. nie boję się Ciebie. Ja boję się bliskości. Nigdy jej nie miałam, nie wiem jak to jest być kochanym i chcianym. Zawsze byłam problemem, moi rodzice nigdy nie traktowali mnie jak dziecko, tylko jak obowiązek. Wiem, że teraz rozmaże mi się cały makijaż od tych łez. Ale ja po prostu nie potrafię inaczej. Nie jestem przyzwyczajona do ciągłej opieki. Chociaż jest cudowna, to boję się jej. – Po jej policzkach spływały łzy, a tusz to rzęs rozpływał się coraz szybciej.
Wtedy zapadła chwila ciszy. Po czym dodała:
- Lou? – niepewnie.
- Tak księżniczko?
- Przytuliłbyś mnie?
- Oczywiście. – podbiegłem do niej jak najszybciej i objąłem ją w pasie.
- Przy tobie czuje się bezpiecznie – powiedziała wtulając zapłakaną twarz w moje ramię.
Po chwili otarłem jej łzy i powiedziałem:
- Cokolwiek by się nie działo będę Cię chronił i zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa, rozumiesz?
- Dlaczego?
- Bo na to zasługujesz.
- Tak jak miliony dziewczyn na tym świecie. Twoje fanki dałyby wszystko, żeby być w takiej sytuacji jak ja, a ja nie potrafię jej docenić. To powinna być któraś z nich.
Uśmiechnąłem się i dodałem:
- Niestety to ty zwróciłaś moją uwagę. Wyglądałaś pięknie na tym balu, od niego cały czas o tobie myślałem. Później, kiedy zobaczyłem Cię zapłakaną w ogrodzie, widziałem, że jesteś silna. Po mimo bólu postanowiłaś się zbuntować, jesteś inna. Ty jesteś tą, która podbiła moje serce i jak dzielny rycerz będę walczył o twoje względy.
- Rycerzyku pamiętaj, ja nie jestem księżniczką. Nie będzie Ci łatwo. – widziałem, że nie potrafiła powstrzymać łez, jednak się uśmiechała.
- Jednakże spróbuję.
Wtedy odwróciła się i zaczęła iść, wciąż udawała niedostępną, ale podczas tej rozmowy coś się w niej złamało. Otaczała ją tarcza, którą trudno przebić. Udała się do łazienki, a ja poszedłem do końca korytarza i skręciłem w lewo. Zobaczyłem schody i zszedłem po nich na dół. Wreszcie byłem w jakimś miejscu, które rozpoznawałem. Kolejny długi hol, był przede mną do przejścia. Zobaczyłem schody do pokoju Dem, na przeciwko nich znajdowały się drugie schody, do sypialni Belli. Postanowiłem zapytać się czy jest już gotowa. Wszedłem po 32 schodkach, takich samych jak do pokoju Demetrii i zapukałem. Usłyszałem głos Isabelle:
- Proszę wejść.
- Hej, jesteś gotowa?
Wtedy odwróciła się i olśniła mnie swoim pięknem. Miała na sobie długą czarną sukienkę, ślicznie upięte włosy i drogą biżuterię, oraz makijaż, który dodawał jej uroku.



- Tak, już idę. – powiedziała odkładając perfumy od Chanel na toaletkę, z wielkim lustrem.
- Wyglądasz pięknie, po co się tak wystroiłaś?
- Dziś ostatni bal, nie pamiętasz? Wszyscy goście będą tu za pół godziny. – odpowiedziała.
- Ale, o matko. Na śmierć zapomniałem, nie mamy nawet garniturów! – odparłem.
- Dlatego kazałam je dla was przygotować, są w garderobie dla gości. Idź po chłopaków i się przebierajcie. – dodała.
- Czekaj, czekaj a co z Arianą?
- Tutaj jestem. – odparła wychodząc z łazienki.



Była ubrana w przepiękną, długą, elegancką suknię w odcieniu jasnego różu. Wyglądała jak zwykle oszałamiająco i nie sposób było tego zepsuć.
- Czyli wszystkie już jesteście przebrane, a my o wszystkim zapomnieliśmy tak?
- O nie, nie, nie. Reszta chłopaków już się przebiera, tylko nie wiem co z Dem. – odparła Ariana.
- Dem.. ona nie jest jeszcze ubrana, chyba zapomniała! Trzeba ją szybko znaleźć.
- Biegnijmy! Czekaj, czekaj, znaleźć? Jak to!? – wrzasnęła Bella.
- Ostatnio kiedy ją widziałem była w łazience, teraz nie wiem gdzie może być.
Szybko wybiegliśmy z pokoju i zaczęliśmy jej szukać. Dziewczyny w szpilkach i bieganie po schodach raczej nie idą w parzę, więc pobiegłem do chłopaków. Ja sam zostałem się przebrać a ich wysłałem na poszukiwania. Szybko zdjąłem ubranie i powiesiłem je na wieszakach. Po chwili usłyszałem zatrzaśnięcie drzwi. Demetria weszła do garderoby. Kiedy mnie zobaczyła zdążyła powiedzieć tylko:
- O Mój Boże – zamykając oczy i zakrywając je rękami.
- Co ty tu robisz? – spytałem.
- Sama nie wiem, gonią mnie!
- Bo zapomniałaś o balu!
- Ooo, faktycznie. Muszę iść się ubrać!
- Wiem! – zaczęliśmy się przekrzykiwać.
Odkłoniła oczy i wrzasnęła:
- Ubierz się do cholery! Idę ich poszukać, muszą mi pomóc się przygotować!
- A co jeśli się nie ubiorę?!
- Będę się w Ciebie wpatrywać całą noc!
- Mi pasuje! – odparłem śmiejąc się.
- Dobra wychodzę!
- A idź! Czy ktoś Cię trzyma?

Wtedy wyszła i trzasnęła drzwiami, po czym zacząłem się ubierać w garnitur. Włożyłem go, zawiązałem muszkę i włożyłem lakierki. Poprawiłem włosy i wyszedłem. Zobaczyłem chłopaków biegających z jednego do drugiego pokoju, na zmianę. 
- Co się dzieję?! – krzyknąłem.
- Pomagamy Dem się przygotować.
I tak biegali, i przynosili jej rzeczy z różnych pokoi. Nie pozwolili mi wchodzić na górę, do jej sypialni. Usadzili mnie na fotelu w korytarzu i kazali siedzieć. Słyszałem samochody parkujące na pałacowym parkingu i tłum, który znajdował się zaraz pod podłogą. Ludzie się schodzili, a Demetria wciąż nie była gotowa. Wreszcie zszedł do mnie Zayn i powiedział:
- Zejdź do gości i pogadaj z nimi. Nie zadawaj żadnych pytań, tylko wykonuj polecenia. – po czym wrócił na górę.
Więc zszedłem bocznymi schodami na dół do holu i udałem się w stronę drzwi sali balowej, z których słychać było głośne rozmowy. Wszedłem, przede mną pojawiły się wielkie schody i tarasy widokowe, po bokach od wejścia. Z daleka ujrzałem królową siedzącą na tronie i rodziców dziewczyn, witających się z

 gośćmi. Zdałem sobie sprawę, że służby nie były wtedy na piętrze z powodu balu, który przygotowywali. Kiedy byłem już na dole, państwo Collins podeszli do mnie i przywitali się, tak jakby nie widzieli mnie parę godzin wcześniej. Zacząłem rozmawiać z różnymi ludźmi, jedna kobieta podawała się za moją wujeczną ciotkę, ale nie sądzę, że to była prawda, bo wyglądała na wariatkę. W końcu minęło 10 minut i usłyszałem głos Christian’a:
- Szanowni Panowie: Harry Styles, Liam Payne, Zayn Malik, oraz Niall Horan.
Po czym dodał:
- Księżniczki Demetria i Isabelle Collins z przyjaciółką Arianą Grande.
Nagle usłyszałem falę oklasków, a po chwili zobaczyłem Demetrię ubraną w piękną suknię. Wyglądała cudownie. Fryzura, makijaż i biżuteria były perfekcyjnie dobrane. Nie dało się tego opisać, wyglądała jak diament, pośród złoża węgla. Podszedłem do schodów, przedzierając się przez tych wszystkich ludzi. Wyciągnąłem do niej rękę i zapytałem:
- Zechce mi pani dziś towarzyszyć?
- Z przyjemnością. – uśmiechnęła się podając mi rękę.
Odprowadziłem ją trochę od schodów i dodałem:
- Wyglądasz fantastycznie. Idealna w każdym calu.
- Przestań Louis, ideały nie istnieją. A nawet jeśli, to nie możesz mnie do nich porównywać.
- Ależ mogę – złapałem ją w pasie.
- Znowu to robisz! – odparła.
- Ale tym razem mi się nie oprzesz. – uśmiechnąłem się.
- Lou! Tu są moi rodzice, oni myślą, że jestem z Harrym!
- A no tak. – puściłem ją i posmutniałem.
- Oj, nie smuć się, ej no proszę. – przejechała ręką po mim ramieniu.
 Nagle podszedł do nas jej ojciec, ciarki przeszły mi po ciele. Powiedział:
- Skarbie może zatańczyła byś z Harrym?
- Oczywiście tato – odpowiedziała Dem i ruszyła w jego stronę.
Ja poszedłem do Zayn’a, bo oczywiście nasi dwaj kochasie byli zajęci. Perrie nie mogła przyjść na bal, więc mój przyjaciel zwyczajnie się nudził. „Zgromadzenie” trwało około 3 godzin i goście zaczęli się rozchodzić, stwierdziłem, że to najlepsza pora, bo niedługo mięliśmy się ulotnić. Zebraliśmy się wszyscy razem i zaczęliśmy wychodzić z Sali. Teraz zostało nam tylko zabrać spakowane walizki, napisać list i zadzwonić po podwózkę. Dziewczyny wzięły się za list:
„ Kochani rodzice, kiedy czytacie ten list my pewnie jesteśmy już po za Londynem. Nie martwcie się jesteśmy już duże i poradzimy sobie. Nigdy nie chcieliście nas słuchać, teraz musicie. Wyjeżdżamy i już nie możecie nas zatrzymać. Zawsze liczyły się dla was pieniądze, dla nas niestety nie. Może nigdy  nie będziemy takie jakimi nas zaplanowaliście, ale my po prostu chcemy żyć po swojemu. Ruszyłyśmy spełniać marzenia i jeżeli nam to zepsujecie, obiecujemy, że zniszczymy wam życie, tak jak wy robiliście to przez te wszystkie lata nam. Nie próbujcie nas szukać, dzwonić. Żyjcie tak jakby nigdy nas nie było, a my może kiedyś wrócimy. Zaczynamy pisać własną historię i niestety nie jesteście w niej bohaterami, więc żegnamy. Kochamy was, ale bycie posłusznym kiedyś musiało znaleźć swój koniec. Do zobaczenia w przyszłości. Buziaki Demetria i Isabelle”
Przekazały go jedynej lojalnej osobie w pałacu Christian’owi i powiedziały, żeby położył go przy łóżku rodziców kiedy będą jeszcze spali. Zadzwoniłem do naszego menagera i przysłał po nas samochód. Wzięliśmy walizki i po cichu wyszliśmy tylnym wyjściem. Wsiedliśmy do naszego busa i ruszyliśmy do Manchester’u. Nadszedł czas spełniać marzenia!


7 komentarzy:

  1. Masz wielki talent. Czekam na następne rozdziały. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O boże Genialny czekam na next poprostu wasza lub twoja wena są jest niesamowita naprawde podziwiam was a wystrój też nie macie zły wręcz przepiękny genialnie naprawdę zrobiony

    OdpowiedzUsuń
  3. CHCEMY WIĘCEJ! CHCEMY WIĘCEJ! JESTEŚMY ŻĄDNI KRWI I POTU XD YEGD2HWF34NJVKD <<<<<< EMEME TO JEST SPRAWA MOJEGO PSA XD

    OdpowiedzUsuń
  4. omg super �� jest kilka literówek ale ogólnie rozdział jest zajebisty. macie talent, czekam na next ahdjwb ily
    @hicuteHarry

    OdpowiedzUsuń